Kategorie
Wyróżnione

Koń trojański w ciele -opowieść o wirusach

Wirus nie działa jak klasyczna bakteria. Nie ma własnej pełnej maszynerii życia. Jest raczej informacją, kodem, albo – jak miewał określać go Buhner – ziarnem, które czeka na właściwe środowisko, właściwą glebę do rozwinięcia. Bo to właśnie dopiero w sprzyjających warunkach tj. osłabiona odporność, przeciążenie, dysbioza, stan zapalny, stres, niedobory, naruszone śluzówki – wirus zaczyna się namnażać, przejmując komórkowe mechanizmy gospodarza.

Gdybyśmy założyli, że żyjemy w matri.ksowej rzeczywistości, wirus nie byłby klasycznym przeciwnikiem, ale kodem infiltrującym system, takim..trojanem (millenialsi będą wiedzieć o co chodzi)- obcym kodem, który wchodzi przez zaufanie systemu i próbuje wykorzystać jego energię do własnej replikacji. Taki wirus nie buduje własnego świata, tylko wchodzi do już istniejącego programu, znajduje lukę w zabezpieczeniach, podszywa się pod kompatybilny sygnał i zaczyna przepisywać instrukcje komórki. To dlatego tak bardzo przypomina konia trojańskiego..

Koń trojański

Lubię stosować tą analogię, że wirusy są jak koń trojański; pewnie też ze względu na zamiłowanie do mitologii greckiej i Odysei Homera. To określenie świetnie pasuje do nich; w końcu przychodzą jak coś małego, niemal niewidzialnego, takie niemalże nasionka niesione przez wiatr, które nie kiełkują od razu, ale czekają na właściwą glebę, wilgoć, pęknięcie w ziemi. Czyli nie forsują bramy ogniem, ale wyczekują moment, w którym strażnicy miasta są zbyt zmęczeni, by zauważyć, że coś obcego właśnie szuka wejścia do środka. Pod murami Troi też stał sobie taki koń, który wyglądał jak dar po zakończonej wojnie, lecz w jego drewnianym wnętrzu ukryci byli wrogowie, którzy mieli dostać się do miasta i otworzyć je od środka. I właśnie w tym obrazie widzę opowieść o wirusach…

… czyli o kodzie ubranym w białkowy płaszcz, który potrzebuje tylko jednego: dostać się do wnętrza gospodarza i znaleźć komórkę, która zacznie pracować na jego rzecz.

Poniżej zdjęcie z Troi (Anatolia), 2024, wyprawa z dr Francem Zalewskim (ciekawostka:opis Homera nie pasuje do tego co zastaliśmy, ale są tam inne fajne artefakty- które na pewno nikt dłutem ręcznie nie zrobił w tamtych czasach, ale tak mówi główna narracja)

Zatem pierwszym zadaniem wirusa jest przedostać się przez granice organizmu, ominąć mechanizmy ochronne i znaleźć właściwą komórkę.

Dla jednych wirusów taką bramą będą drogi oddechowe, dla innych przewód pokarmowy, krew, skóra, błony śluzowe albo kontakt seksualny. Wirusy grypy i wiele wirusów układu oddechowego dostają się do nowego gospodarza drogą kropelkową, a potem potrafią stymulować kaszel czy kichanie, żeby wraz z drobnymi kroplami śliny i śluzu przenieść się do kolejnych organizmów. Inne wirusy korzystają z komarów, kleszczy, płynów ustrojowych albo uszkodzonej bariery śluzówkowej. Obniżona odpowiedź immunologiczna w takim miejscu sprawia, że wirus może wtargnąć tam, gdzie opór jest najmniejszy, a granica słabsza.

Na powierzchni wirusa znajdują się struktury, które działają jak fałszywy klucz. Pomagają mu przykleić się do komórki, rozpoznać jej drzwi i przekonać ją, że ma do czynienia z czymś znajomym, kompatybilnym, możliwym do wpuszczenia. Receptor na powierzchni wirusa oszukuje komórkę, a ona może „pomyśleć”, że przyczepiło się do niej właściwe białko, coś, co należy przyjąć i wpuścić do środka. W każdym razie poprzez serię chemicznych komunikatów wirus uzyskuje zgodę, żeby przekroczyć próg. Uzyskuje zaufanie komórki, a następnie je nadużywa. Ciekawe prawda?

Gdy raz dostanie się do organizmu, nie zawsze od razu trafia tam, gdzie ostatecznie chce zamieszkać. Często najpierw korzysta z komórek odpornościowych – jak z przewoźników – jakby jechał wierzchem na koniu niczym w Yellowstone poprzez kolejne przestrzenie ciała. Z miejsca wejścia może trafić do najbliższych węzłów chłonnych, stamtąd przez limfę do śledziony, a potem dalej – zależnie od tego, do jakich komórek ma powinowactwo. Niektóre wirusy lubią komórki układu oddechowego, inne komórki nerwowe, jeszcze inne limfocyty. Wirus Epstein-Barr przykładowo ma szczególne powinowactwo do ludzkich limfocytów B, czyli do komórek należących do samego układu odpornościowego. I w tym jest pewien mroczny geniusz wirusów: potrafią podróżować na strażnikach miasta, zanim ci zorientują się, że niosą wroga.

Będąc w pobliżu preferowanego miejsca, które jest dla niego specyficzne, wirus opuszcza swój dotychczasowy pojazd i jeszcze raz oszukuje komórkę, by dostać się do jej wnętrza. W wewnętrznym środowisku komórki zrzuca swój płaszcz białkowy, jak koń trojański, z którego wychodzą ukryci wojownicy, i zaczyna przejmować organelle, enzymy, rybosomy, energię i całą maszynerię życia. Komórka, która jeszcze przed chwilą pracowała dla ciała, zostaje zmuszona do pracy dla wirusa. Zaczyna wykonywać kopie czegoś, co nie jest jej własne. Wirus wysyła swoje fragmenty do centrum dowodzenia komórki, wykorzystuje jej białka jako szablony, zaburza jej naturalny rytm i powstrzymuje ją przed apoptozą, czyli programem samozniszczenia, który normalnie pozwoliłby zakażonej komórce poświęcić się dla dobra całości.

To hamowanie apoptozy jest jednym z najbardziej przejmujących momentów tej historii.

Zdrowa komórka, kiedy rozpoznaje, że została poważnie uszkodzona albo zakażona, może uruchomić wewnętrzny rytuał odejścia, żeby nie stać się zagrożeniem dla całego organizmu; coś w rodzaju biologicznego „harakiri”, kontrolowanego poświęcenia jednostki dla ochrony całości. Wirus próbuje ten rytuał zatrzymać, bo żywa komórka jest mu potrzebna jako fabryka. Dopóki komórka nie umiera, dopóty może produkować kolejne kopie wirusa.. W ten sposób koń trojański nie tylko wszedł do miasta, ale jeszcze przejął jego warsztaty, spichlerze, bramy i posłańców.

Od tej pory zaczyna się replikacja w milionach kopii. Wirusy DNA tworzą ogromne ilości kopii bardziej podobnych do siebie, jakby odbijały jeden wzór wielokrotnie w tej samej matrycy, natomiast wirusy RNA produkują miliardy pobratymców podobnych, lecz nie zawsze identycznych, przez co szybciej mogą się zmieniać, wymykać rozpoznaniu i tworzyć nowe warianty. Nowe cząstki wirusowe opuszczają jądro lub wnętrze komórki, przesuwają się ku jej błonie, a potem wychodzą z niej przez pączkowanie albo doprowadzają do jej rozpadu. Zabierają czasem fragmenty błony komórkowej, tworzą nowe powłoki białkowe, nowe receptory, nowe fałszywe klucze do kolejnych komórek gospodarza. Dzieje się to szybko, bardzo szybko, jakby w jednej nocy wewnątrz Troi zapłonęły setki pochodni i otworzyły się kolejne bramy.

Zaczyna się wtedy odwieczna walka, niemal jak wojna trojańska, tylko że toczy się nie pod murami miasta, lecz w tkankach, w śluzówkach, w węzłach chłonnych, w limfie, we krwi, w komórkach odpornościowych i mitochondriach.

Z mojego punktu widzenia – samo pytanie „jaki wirus wszedł do organizmu?” to nie wszystko. Ważniejsze jest „w jakiej formie było miasto, kiedy koń stanął pod bramą?”.

Czy strażnicy byli wyspani? Czy śluzówki były nawilżone i odżywione? Czy limfa płynęła? Czy jelita miały własną armię bakterii sprzymierzeńców? Czy ciało miało cynk, selen, witaminę A, D, foliany, białko, energię, spokój i czas na regenerację? Czy może od miesięcy żyło w stanie oblężenia, w stresie, traumie, niedojadaniu, zapaleniu, dysbiozie i przeciążeniu?

Oczywiście od razu apeluje, nie chodzi o to by teraz bać się wirusa. Może i komuś na tym zależy, byśmy się ich bali, tego nie wiem co inni mają w głowach. Ale to już naprawdę trzeba zapomnieć jak jesteśmy potężnymi duszami, by oddawać energię w taki sposób. Strach sam w sobie nawet nie jest dobrą strategią odpornościową. Potrafi nas mobilizować na chwilę, ale jeśli zostaje z nami na długo, zaczyna bardzo kiepską strategię; zawęża oddech, usztywnia ciało, napina układ nerwowy i wysyła przede wszystkim sygnał do komórek: „ziomeczki, jesteśmy w zagrożeniu”. A przecież coraz więcej osób przypomina sobie dzisiaj, że człowiek nie jest tylko zbiorem tkanek, wyników i procedur. Jesteśmy ciałem, tak, ale też: ..świadomością, totalnie czymś znacznie większym, i nawet jak trudno mi to nazwać inaczej niż z głowy/wiedzy, to jest to coś co trudno zamknąć w samej biochemii.

Nie bez powodu coraz częściej mówimy o placebo i nocebo, o wpływie przekonań na ciało, o wizualizacji medycznej, przeprogramowaniu, pracy z układem nerwowym i o tym, że sposób, w jaki myślimy o sobie, chorobie i zdrowiu, jedzeniu, realnie zmienia naszą fizjologię. Badania pokazują, że przekonania, wcześniejsze doświadczenia i kontekst leczenia mogą uruchamiać konkretne mechanizmy neurobiologiczne i wpływać na odczuwanie objawów, ból, stres oraz odpowiedź organizmu. A ciało słucha języka, którym do niego mówimy.

Dlatego nie chcę, żeby rozmowa o wirusach była rozmową o lęku. I tą dygresją chcę zostawić taką przypominajkę, że można z tej narracji lęku wyjść. Potrzebujemy na to czasu, a czasem poproszenia kogoś o pomoc, ale nie zamiatajcie tego pod dywan, by udawać tych silnych z zewnątrz. Bo to też koń trojański dla siebie i autentyczności.

Wirus jako część biologicznego życia

Kontakt z wirusami jest częścią naszego biologicznego życia. Wirusy były, są i będą. Zmieniają się, mutują, tworzą kolejne warianty i uczą się środowiska tak, jak całe życie uczy się przetrwania w nowych warunkach. Może warto przestać patrzeć na nie wyłącznie przez pryzmat paniki? Bo kiedy coś rozumiemy, kiedy umiemy zobaczyć mechanizm, ale i zdolność ciała do regeneracji – odzyskujemy część sprawczości.

Wirusy są częścią biosfery. Znajdujemy je dziś w wodzie, glebie, powietrzu, osadach morskich, mikrobiomach roślin, zwierząt i ludzi. Większość z nich nie jest dla nas bezpośrednim zagrożeniem; wiele infekuje bakterie, grzyby, rośliny albo inne mikroorganizmy – ale ich obecność pokazuje, że świat nigdy nie był sterylny. Żyjemy w świecie, którego wirusy są stałym elementem. Dlatego zamiast budować w sobie lęk przed samym faktem ich istnienia, możemy budować rozumienie: czym są, kiedy stają się problemem i jak wspierać ciało, żeby potrafiło pozostać w kontakcie ze światem bez utraty swojej suwerenności.

Akceptacja nie oznacza oczywiście bierności. W ogóle to: jak coś się może zmienić, gdy nie ma ruchu i zmiany? W moim języku akceptacja – oznacza głównie wyjście z hipnozy lęku. Oznacza: widzę, rozumiem, uczę się, wspieram ciało, nie oddaję swojej siły samej narracji strachu, tylko pracuję nad własną sprawczością (odpowiedzialnością za zdrowie). Im więcej wiemy o wirusach, odporności i własnym organizmie, tym trudniej manipulować nami przez sam lęk. Zrozumienie może stać się odpornością. Natomiast ciało, które przestaje być traktowane jak wróg, może znowu stać się naszym sprzymierzeńcem.

EBV

Dobrym przykładem jest tutaj EBV, czyli wspomniany wcześniej wirus Epstein-Barr – temat, który bardzo często wraca w moim gabinecie z autoimmunologią, Hashimoto, przewlekłym zmęczeniem, mgłą mózgową czy nawracającym „powaleniem do łóżka”. W wynikach badań często widzimy bardzo wysokie miana przeciwciał, szczególnie VCA IgG czy EBNA IgG, i naturalnie pojawia się pytanie: czy ten wirus nadal coś robi, czy to tylko ślad dawnego kontaktu? Np. z takim wynikiem, jak u mojej klientki, hmm?

Oczywiście, jeśli ktoś ma dodatnie EBV IgG na poziomie kilkudziesięciu czy stu jednostek, najczęściej systemowo traktujemy to jako ślad dawnego kontaktu z wirusem. Ale kiedy widzę wynik rzędu 1800 U/ml, szczególnie u osoby z aktywną autoimmunologią, przewlekłym zmęczeniem, mgłą mózgową albo cyklicznymi „powaleniami do łóżka”, nie umiem potraktować tego wyłącznie jak przypadkowej pamiątki po dzieciństwie (znacie tą interpretację?Moi Klienci najczęściej to słyszą). Samo wysokie IgG może nie udowadnia aktywnej infekcji, ale pokazuje, że układ odpornościowy ma bardzo nasiloną odpowiedź. Pytanie czy wówczas wirus pozostaje w latencji, czy okresowo się reaktywuje, i czy ciało ma zasoby, żeby nadal trzymać go pod kontrolą?

Co ciekawe, w podejściu functional medicine taki wynik nie jest traktowany jak nieważny szczegół ale jako obraz możliwej reaktywacji, zwłaszcza jeśli obok wysokiego VCA IgG pojawia się dodatnie lub rosnące EA IgG, objawy wracają falami, a ciało zachowuje się tak, jakby okresowo traciło kontrolę nad wirusem. W functional medicine często mówi się wtedy o przewlekłej aktywacji wirusowej na tle stresu, niedoborów, dysbiozy, osłabionej odporności komórkowej, przeciążonych mitochondriów i aktywnej autoimmunologii. Izabella Wentz opisuje EBV jako jeden z możliwych czynników związanych z Hashimoto i zwraca uwagę na to, że herpeswirusy pozostają w organizmie w latencji i mogą reaktywować się, gdy warunki gospodarza temu sprzyjają.

Wysokie IgG może być też częścią szerszej aktywacji limfocytów B i układu odpornościowego przy autoimmunologii. EBV żyje głównie w limfocytach B, czyli dokładnie w tych komórkach, które uczestniczą w produkcji przeciwciał. Przy chorobach autoimmunologicznych układ odpornościowy bywa pobudzony, ale mniej precyzyjny. Literatura naukowa coraz mocniej bada EBV w kontekście autoimmunologii, m.in. tocznia, zespołu Sjögrena, RZS i stwardnienia rozsianego. Mechanizmy obejmują m.in. latencję w limfocytach B, mimikrę molekularną, przewlekłą aktywację odporności, ucieczkę spod kontroli limfocytów T i okresową reaktywację wirusa. To nie oznacza, że EBV jest jedyną przyczyną autoimmunologii, ale oznacza, że może nie zawsze jest niewinnym tłem.

Czasem – tak sobie myślę – że może bardzo wysoki wynik może być sygnałem, że organizm jest w stanie immunologicznego „przeciągania liny”. Wirus może nie dawać klasycznej ostrej infekcji, ale ciało może stale ponosić koszt jego nadzorowania. Wtedy objawami nie muszą być tylko gorączka i angina jak w mononukleozie. Może być raczej: zmęczenie, nietolerancja wysiłku, spadki energii po stresie, mgła mózgowa, bóle mięśni, tkliwe węzły, przeciążenie wątroby, opryszczki, zaostrzenia autoimmunologii, rozchwianie snu, uczucie „jakbym miała infekcję, ale bez klasycznej infekcji”.

Psychobiologia

Lubię zawsze poczytać, co na dane zagadnienie zdrowotne mówi psychobiologia, bo niemal zawsze zgadza się to z doświadczeniami moich Klientów. Według totalnej biologii wirus można potraktować jako symbol obcego programu, który wnika do systemu i zaczyna korzystać z jego zasobów. To bardzo ciekawe i symboliczne, bo może np. dotykać przekazywanych nam przekonań rodowych. Daje to też refleksję: dlaczego właśnie teraz ciało traci kontrolę nad czymś, co często było już obecne w uśpieniu? Co osłabiło granice? Jaki stres, jaki lęk, jaki nadmiar obowiązku, jaka historia albo jaki wewnętrzny program sprawił, że układ odpornościowy nie ma już siły trzymać tego w ryzach? Czyżbyśmy coś za długo zamiatali pod dywan? Nie chcieli widzieć? A może to doświadczenie dokładnie takie miało być? Ciekawe jest to, że w psychobiologii jest takie rozróżnienie:

Bakterie częściej łączy się z czymś do oczyszczenia, rozłożenia, zakończenia, czyli z procesem naprawy po konflikcie.
Grzyby często wiążą się z rozkładem, wilgocią, starym materiałem, czymś, co zalega.
Wirusy natomiast bywają interpretowane jako temat informacji, programu, tożsamości, granicy i wtargnięcia czegoś obcego do komórki/terytorium.

Po czym czytamy, że są to głównie przekonania, lęki, narracje rodzinne, dziedziczone, poczucie winy, nakazy, które „nie są naprawdę moje, ale żyją we mnie jak cudzy kod”. Wirus pracuje na materiale genetycznym, DNA/RNA, zatem niektóre szkoły psychobiologii rozwijają tu temat: kim jestem, co jest moje, a co nie moje? Ciekawe.

Przykłady programów:
Muszę być silna.
Nie wolno mi odpocząć.
Moje ciało jest zagrożeniem.

Wirusy takie jak EBV, HSV, CMV mogą pozostawać w uśpieniu. Symbolicznie: coś nie zostało rozwiązane, ale zostało schowane. Nie jest to aktywne codziennie, ale wraca przy stresie, zmęczeniu, spadku odporności, przeciążeniu.

Reaktywacja po stresie
Opryszczka po stresie, EBV po przeciążeniu, półpasiec po silnym lęku czy żałobie – psychobiologicznie można to opisać jako moment, w którym ciało mówi: „nie utrzymam już tego w ukryciu”. Już wiecie dlaczego tutaj często piszę o zamiataniu pod dywan. Przy wirusach zwłaszcza, to się nie opłaca.

Czy psychobiologia dzieli wirusy?

Oczywiście, że tak i jest to pomocne, gdy ktoś jest otwarty na szersze spojrzenie na siebie i to kim jest i co w sobie nosi tak naprawdę. Zrobię taki praktyczny symboliczny podział, autorski na bazie dostępnych informacji.

Typ wirusa / obrazMożliwy temat psychobiologiczny
EBV / mononukleoza / zmęczenieprzeciążenie, brak zgody na odpoczynek, życie w obowiązku, „muszę dawać radę”
HSV / opryszczkakontakt, granice, bliskość, wstyd, stres, napięcie wokół ust/seksualności
VZV / ospa, półpasiecukryty konflikt nerwowy, silny stres, ból po „ścieżce nerwu”, coś, co wraca po latach
HPVgranice seksualne, wstyd, intymność, naruszenie, zgoda/niezgoda, szyjka tutaj jest jako „brama” (łączy świat zewnętrzny z wewnętrznym)
CMVosłabienie, przeciążenie odporności, temat „nie mam już zasobów”
Wirusy oddechowekontakt ze światem, przestrzeń, terytorium, oddech, poczucie zagrożenia z zewnątrz
Wirusy jelitowetrudność przetrawienia czegoś, nagłe wyrzucenie, „nie mogę tego przyjąć”

Sieć zależności

Bardzo bliskie jest mi to, jak zielarz Stephen Harrod Buhner pisał o świecie nie jako o sterylnej przestrzeni, którą trzeba oczyścić z drobnoustrojów, lecz jako o żywej, inteligentnej sieci zależności.
Wirusy są częścią tej sieci; obecne od zawsze, zmienne, przenoszące informację, czasem niszczące, czasem współtworzące ewolucję. A problem może zacząć się, gdy ciało traci zdolność utrzymywania z nim równowagi. Także kierunkiem zawsze jest: odbudowanie terenu, w którym ciało potrafi pozostać suwerenne, w którym wirus może być obecny, ale nie musi panować.

Buhner pisał, że wirus to nasiono, które nie kiełkuje w każdej glebie tak samo. Potrzebuje warunków i momentu, w którym układ odpornościowy jest osłabiony albo rozregulowany. Zdrowy system obronny potrafi odpowiedzieć proporcjonalnie do ilości namnażającego się wirusa, a po jego pokonaniu wyciszyć stan zapalny i wrócić do równowagi. Dysfunkcyjny układ immunologiczny może jednak zacząć strzelać na oślep cytokinami, pozostając w ciągłej walce, która z czasem zaczyna ranić własne tkanki i narządy.

Dlatego w naturoterapii nie patrzy się na tego urwisa- wirusa (ciekawe, że z liter urwis można ułożyć wirus) jedynie jak na wroga do zniszczenia. Patrzymy też na miasto, do którego wszedł. Na bramy – które były otwarte oraz na strażników. Może byli wyczerpani? A może mury wymagają odbudowy? A jak układ nerwowy? Może jest zmęczony ciągłymi oblężeniami, które przechodził lub ciągle oczekuje nowych?

I dopiero z tej perspektywy rośliny przeciwwirusowe, grzyby medyczne, cynk, lizyna, kwercetyna, kurkumina, adaptogeny, śluzy roślinne i regeneracja tkanek nie będą przypadkową strategią, garścią suplementów na wirusa, a staną się sojusznikami w nowej strategii odbudowy miasta.

Nudnym językiem biochemii

Biochemicznie wirus działa jak kod przejęcia. 

Najpierw przyczepia się do receptorów komórki, potem wnika do środka, zdejmuje swój białkowy płaszcz i uwalnia DNA lub RNA. Następnie wykorzystuje rybosomy, enzymy i energię gospodarza, by produkować swoje kopie. Organizm odpowiada interferonami, komórkami NK, limfocytami T i stanem zapalnym, ale wiele wirusów potrafi te mechanizmy oszukiwać.

Chociażby HPV wysokiego ryzyka robi to szczególnie podstępnie: jego białka E6 i E7 zaburzają działanie p53 i Rb, czyli strażników cyklu komórkowego. Dlatego infekcja wirusowa to nie tylko obecność patogenu, ale totalna gra o uwagę; receptory, sygnały, energię, odporność i zdolność tkanek do regeneracji. Boże wirus to narcyz, albo conajmniej lubi pielęgnować swoje cechy narcystyczne!

Rozróżnienie

Wirusy nie mają jądra komórkowego ani ściany komórkowej, w przeciwieństwie do bakterii. Są zbudowane z materiału genetycznego DNA albo RNA, otoczonego kapsydem i czasem dodatkowymi osłonkami. Same w sobie nie prowadzą pełnego metabolizmu – potrzebują komórki gospodarza, żeby się namnażać.

Bakterię można czasem porównać do osobnego organizmu, który przychodzi do naszego domu. Wirus bardziej przypomina instrukcję przejęcia domu. On nie gotuje sam. On każe gotować Twojej kuchni.

Jak wygląda oblężenie?

EtapObraz opowieściBiologia
WejścieKoń staje pod bramąkontakt ze śluzówką, skórą, nabłonkiem
RozpoznanieFałszywy kluczwiązanie z receptorem komórkowym
WniknięcieBrama się otwieraendocytoza/fuzja/wejście do komórki
Rozbrojenie komórkiPrzejęcie miastarozpakowanie kapsydu, uwolnienie DNA/RNA
ReplikacjaFabryki Troi pracują dla wrogawykorzystanie rybosomów, enzymów, jądra/organelli
Unikanie odpornościMgła na murachhamowanie interferonów, apoptozy, prezentacji antygenów
RozsiewNowe konie wychodzą z miastanowe cząstki wirusa opuszczają komórkę przez pączkowanie albo przez lizę, czyli rozpad zakażonej komórki

To relacja między patogenem, terenem, odpornością i uszkodzeniem tkanek.

Diagnostycznie przy wirusach zawsze polecam sprawdzić wpierw teren i strażników. I porównać to z tym co obserwujemy na co dzień. Sprawdziłabym morfologię z rozmazem, CRP, OB, ALT, AST, GGTP, bilirubinę, LDH, ferrytynę, żelazo, witaminę D, B12, foliany, glukozę i insulinę, tarczycę z przeciwciałami oraz immunoglobuliny – na dobry początek. Jeśli są infekcje śluzówkowe, jelita, HPV, opryszczki albo częste infekcje, dodałabym sIgA.

Które frakcje morfologii są najważniejsze przy wirusach?

Przy wirusach najbardziej charakterystyczne są:

Limfocyty- to główna frakcja, na którą patrzymy przy infekcjach wirusowych. W moim świecie to służby specjalne, wywiad. Limfocyty są bardzo precyzyjne: rozpoznają konkretnego wroga, zapamiętują go, koordynują odpowiedź i potrafią namierzyć komórki, które zostały przejęte od środka. Czy to nie jak w tych wszystkich filmach akcji? W infekcji aktywnej wirusowej, często mogą być podwyższone procentowo lub bezwzględnie.

Typowy obraz diagnostyczny przy infekcji wirusowej

Nie ma jednego idealnego wzoru, ale często przy wirusach widzimy:

  • prawidłowe albo lekko obniżone leukocyty,
  • względnie podwyższone limfocyty, czyli służby specjalne działają,
  • czasem bezwzględną limfocytozę,
  • możliwe limfocyty atypowe w rozmazie, np przy mononukleozie,
  • neutrofile -nasze „Sebiksy”, To szybka, mocna, pierwsza linia obrony. Wchodzą jako jedni z pierwszych tam, gdzie jest stan zapalny, bakterie, ropa, uszkodzenie tkanki albo nagły alarm. Nie są subtelne, oj nie. Ich zadaniem jest szybko przyjechać, otoczyć problem, pożreć patogeny, wyrzucić enzymy, zrobić porządek, a czasem też narobić trochę zniszczeń przy okazji. Przy wirusach – będą prawidłowe lub niższe procentowo,
  • CRP prawidłowe albo umiarkowanie podwyższone,
  • przy EBV/CMV możliwe podwyższone ALT, AST, LDH,
  • czasem większe zmęczenie niż wynikałoby z samego obrazu gardła czy kataru.

Przy infekcji bakteryjnej częściej widzimy:

  • wysokie leukocyty,
  • wysokie neutrofile – Sebiksy,
  • przesunięcie w lewo; we krwi pojawia się więcej młodych form neutrofili, czyli granulocytów obojętnochłonnych; Sebiksy z bramki tutaj nie wystarczają, więc szpik wypuszcza też młodszych chłopaków z rezerwy. Jeszcze nie są tak doświadczeni, ale alarm jest na tyle duży, że organizm potrzebuje ich natychmiast.
  • wyższe CRP,
  • czasem wyższą prokalcytoninę,
  • bardziej punktowy, ropny, narastający charakter objawów.

Kim są strażnicy?

Wirus nagle staje się czynnikiem, który uruchamia cały proces: gorączkę, śluz, kaszel, ból mięśni, poty, zmęczenie, brak apetytu. Czyli wszystko to, co często traktujemy jak „chorobę”, a co w dużej mierze jest raczej naturalną odpowiedzią organizmu, mechanizmem obronnym, oczyszczającym i sygnałem.

Strażnikiem w tym procesie jest cały teren organizmu. To całe środowisko wewnętrzne, które decyduje, czy wirus wpadnie na chwilę, czy stanie się długim, wyczerpującym procesem.

Warto wtedy prześwietlić:

  • śluzówki; nosa, gardła, jelit i płuc – czyli pierwsze bramy kontaktu ze światem,
  • mikrobiotę, bo jelita regulują ogromną część odpowiedzi immunologicznej,
  • limfę i sprawne usuwanie metabolitów po stanie zapalnym, tutaj jak nie ma na co dzień ruchu- to już wiesz, co warto w 1 kroku zmienić, 10.000 kroków- jako manifestacja ruchu, też limfy, o limfie jest artykuł . W moim odczuciu limfa ma ogromne znaczenie, bo jest „rzeką odpływu”. Jeśli limfa stoi, ciało łatwiej wpada w stany zapalne, obrzęki, śluz, wysypki, infekcje, choroby
  • wątrobę, która przetwarza toksyny, mediatory zapalne, hormony i produkty walki immunologicznej,
  • żółć, bo jej przepływ wpływa na trawienie tłuszczów, mikrobiotę i eliminację, tutaj zapraszam do artykułu o żółci.To nie tyle strażnik przed samym wirusem, ile „centrum przetwarzania, oczyszczania i regulacji zapalenia”. Gdy wątroba i żółć „są przeciążone”, organizm gorzej znosi infekcje.
  • nerki, które pomagają usuwać rozpuszczalne metabolity, warto monitorować mocz,
  • potliwość i skórę, czyli jedną z dróg regulacji temperatury i eliminacji,
  • układ nerwowy, bo ciało w przewlekłym alarmie gorzej regeneruje i gorzej wygasza stan zapalny,
  • ciepło metaboliczne, czyli zdolność organizmu do utrzymania energii, trawienia i krążenia,
  • a jak jesteśmy przy cieple – gorączka- czy w ogóle gorączkujemy; jest jednym ze strażników, bo „spala”, mobilizuje i uruchamia odpowiedź obronną. Nie jest wrogiem sama w sobie, tylko ogniem obronnym
  • styl życia, czy dobrze śpimy, czy jemy odżywczo, jak wygląda higiena tych dwóch aspektów, oraz bardzo ważne i połączone z nimi:
  • stan emocjonalny, bo lęk czy napięcie współczulne osłabia regenerację. W ujęciu symbolicznym: kiedy ciało długo żyje w trybie alarmu, strażnicy zasypiają albo zaczynają strzelać chaotycznie.

Może i wirus jest zapalnikiem w tej historii, ale przebieg infekcji baaaardzo często po prostu pokazuje kondycję całego systemu. Pokazuje, czy śluzówki są odżywione, czy limfa płynie, czy wątroba nadąża, czy układ nerwowy potrafi przełączać się z alarmu w naprawę, czy ciało ma ciepło, białko, minerały i sen.

Od czego zacząć wzmacnianie odporności, zanim sięgniemy po działania przeciwwirusowe?

Początkowo warto zapytać, czy ciało w ogóle ma siłę, żeby w ogóle prowadzić dobrze zorganizowaną obronę?

Odporność jest codzienną pracą wspomnianego terenu. Dlatego na początek odbudowujemy miasto i mury, karmimy strażników.

Co najbardziej osłabia odporność?

Jednym z największych sabotażystów odporności jest niedobór snu i odpoczynku. Czyli właściwie my sami:). Sen to czas, w którym układ odpornościowy porządkuje odpowiedź zapalną, reguluje cytokiny, wspiera komórki odpornościowe i przygotowuje organizm do kolejnego dnia kontaktu ze światem. Osoba niewyspana, albo taka która nie pozwala sobie na odpoczynek, może mieć strażników na murach, ale ci strażnicy są spóźnieni, rozkojarzeni i mniej skuteczni.

Drugim wielkim obciążeniem jest przewlekły stres. Krótkotrwały stres może mobilizować, ale długie życie w napięciu, lęku, pośpiechu, traumie albo poczuciu zagrożenia zmienia pracę kortyzolu, osi podwzgórze-przysadka-nadnercza, jelit, śluzówek i cytokin. Ciało w trybie przetrwania nie inwestuje tyle energii w regenerację, trawienie i spokojną odporność. Ono próbuje przeżyć, a organizm, który od miesięcy żyje w alarmie, często reaguje na infekcję albo zbyt słabo, albo zbyt gwałtownie. Tutaj znajdują się często działające niczym delikatny stan zapalny w tle: stłumione lub wyparte zdarzenia z życia, które często z jakiegoś powodu miały już nigdy nie ujrzeć światła dziennego, ale ich koszt narasta. Dlatego warto tutaj poprosić o pomoc kogoś kto się na tym zna, by pomógł to uzdrowić. Nie tłumcie w sobie emocji, to się nie opłaca z moich bardzo licznych obserwacji. Można tu poprosić o pomoc i to zmienić. Wyrażajcie siebie, jak nie przez rozmowę- to początkowo sztuką, twórczością, tańcem. Serio.

Warto przyjrzeć się dodatkowo jakie komendy od dawna słyszy ciało. Układ nerwowy można wyobrazić sobie jak generała, który wydaje rozkazy swoim żołnierzom: komórkom odpornościowym, śluzówkom, jelitom, nadnerczom i mitochondriom. Jeśli przez długi czas wysyła sygnał: „nie jesteśmy bezpieczni, wszystko jest pilne, nie wolno odpocząć”, odporność może zacząć działać chaotycznie – zbyt słabo albo zbyt gwałtownie.

Układ odpornościowy „słucha” układu nerwowego, hormonów stresu, rytmu dobowego, poziomu glukozy, jakości snu i poczucia bezpieczeństwa. Dlatego wzmacnianie odporności to też zmiana rozkazów, a już wiemy, że myśli mają moc. Mniej alarmu = więcej rytmu; mniej presji = więcej regeneracji; mniej wojny ze sobą = więcej sygnału, że ciało może wrócić do naprawy.

Kolejna sprawa to niedobory odżywcze. Niska odporność często wynika nie tylko z niewłaściwego jedzenia, ale też z niewłaściwego trawienia i wchłaniania. Jeśli brakuje kwasu solnego, enzymów trawiennych, dobrej pracy żółci albo jelita są w stanie zapalnym, organizm nie wyciągnie z tego pełnej wartości. Dlatego przy częstych infekcjach warto patrzeć nie tylko na dietę, ale też na dyspepsję, odbijanie, ciężkość po posiłku, wzdęcia, stolec, pracę żołądka, trzustki, żółci i jelit.

Od czego zacząć?

Pierwszy krok jest mało spektakularny, ale najważniejszy: sen i rytm dobowy- tak jak wyżej wspomniano. Organizm potrzebuje regularności. Stałe godziny snu, poranne światło, wyciszenie wieczorem, ograniczenie niebieskiego światła. Jeśli ciało nie regeneruje się, odporność działa nierówno.

Drugi krok to jedzenie, które buduje odporność. W praktyce oznacza to odpowiednią ilość białka, warzywa, dobre tłuszcze, produkty bogate w cynk, selen, witaminę A, C, foliany, polifenole i błonnik. Odporność lubi odżywienie. Potrzebujemy wchodzić w etapy odżywienia, nie tylko restrykcji, bądźmy dla siebie łagodni i troskliwi. Przy częstych infekcjach, EBV, opryszczkach, HPV czy długim zmęczeniu poinfekcyjnym warto sprawdzić, czy organizm nie funkcjonuje na zbyt małej ilości energii, białka i mikroelementów.

W tym miejscu bardzo dobrze sprawdzają się proste, odbudowujące pokarmy: ciepłe zupy, rosoły, długo gotowane wywary, duszone warzywa, kleiki, dobrej jakości kasze, jajka, ryby, mięso, oliwa, prawdziwe masło, zioła i przyprawy wspierające trawienie. W tradycji św. Hildegardy szczególne miejsce zajmuje orkisz w takich sytuacjach- jako zboże wzmacniające i porządkujące siły organizmu. Można wykorzystywać go w formie kaszy orkiszowej, pieczywa na zakwasie czy prostych kleików, jeśli jest dobrze tolerowany i nie ma przeciwwskazań do glutenu. Warto zamawiać mąkę i kaszę w specjalnych sklepach św Hildegardy.

Z perspektywy TCM odporność potrzebuje także ciepła i dobrej pracy śledziony oraz żołądka, czyli centrum trawienia i przyswajania. Dlatego przy osłabieniu, wilgoci, zimnie, przewlekłym zmęczeniu i częstych infekcjach często lepiej sprawdzają się posiłki gotowane, ciepłe, regularne, łagodne, dobrze doprawione, niż zimne smoothie, surowe sałatki, podjadanie i chaotyczne jedzenie. Ciało w regeneracji potrzebuje pokarmu, który je opatula.

Odporność osłabiają niedobory, jak wcześniej wspomniałam.

Białko jest tu absolutną podstawą, bo bez aminokwasów organizm gorzej wytwarza przeciwciała, enzymy, białka ostrej fazy, glutation i struktury potrzebne do regeneracji tkanek. Przy zbyt niskim spożyciu białka odporność może przypominać armię bez budulca; można to ująć tak: są sygnały alarmowe, ale brakuje materiału do odbudowy i odpowiedzi.

Cynk jest potrzebny do pracy limfocytów T, funkcji grasicy, gojenia śluzówek i regulacji odpowiedzi zapalnej. Bierze też udział w mechanizmach przeciwwirusowych, m.in. w kontroli replikacji niektórych wirusów i utrzymaniu integralności bariery nabłonkowej. Niedobór cynku może więc oznaczać słabszych strażników przy bramie. Naturalne źródła cynku: MULE, ostrygi i owoce morza, wołowina, jagnięcina, podroby, jaja, sery dojrzewające, kasza gryczana, płatki owsiane, ciecierzyca, soczewica, fasola, sezam, nasiona słonecznika, orzechy nerkowca, kakao naturalne.

Selen jest składnikiem selenoprotein, m.in. peroksydazy glutationowej, czyli jednego z głównych enzymów chroniących komórki przed stresem oksydacyjnym. W infekcji wirusowej organizm produkuje dużo reaktywnych form tlenu – to część obrony, ale jeśli brakuje systemów wygaszających, ogień może zacząć uszkadzać własne tkanki. W mojej praktyce świetnie sprawdza się tymczasowa dodatkowa suplementacja selenu, jeśli nie ma przeciwskazań, np. Sellesto firmy polskiej butikowej Hauster (kod 22KKA jest moim rabatem i daje 15% rabatu), zwłaszcza, ze jest to formuła łącząca selen z koenzymem Q10, witaminą E i L-karnityną. To połączenie ma sens szczególnie wtedy, gdy oprócz wsparcia odporności chcemy zadbać też o mitochondria, energię komórkową, ochronę błon komórkowych i redukcję stresu oksydacyjnego. Koenzym Q10 wspiera łańcuch oddechowy mitochondriów, witamina E chroni lipidy błon komórkowych przed peroksydacją, a L-karnityna pomaga transportować kwasy tłuszczowe do mitochondriów, gdzie mogą być wykorzystane do produkcji energii.

W skrócie: przy infekcjach i reaktywacjach wirusowych chodzi też o ochronę komórek przed kosztami tej walki. Sellesto może być więc wsparciem dla osób, które mają niski poziom energii, większy stres oksydacyjny, obciążenie tarczycy, zmęczenie poinfekcyjne albo potrzebują jednocześnie wesprzeć odporność i mitochondria.

Witamina A odpowiada za dojrzałość i regenerację nabłonków oraz śluzówek. To ważne, bo wiele wirusów wchodzi właśnie przez błony śluzowe: nos, gardło, jelita, drogi oddechowe, pochwę czy szyjkę macicy. Witamina A pomaga utrzymać te bramy wilgotne, żywe i bardziej odporne na naruszenie. W diecie mamy dwie główne formy:

retinol, czyli aktywna witamina A z produktów zwierzęcych,

beta-karoten i inne karotenoidy, czyli roślinne prekursory witaminy A.

Najlepsze źródła retinolu:

pełnotłusty nabiał, jeśli jest tolerowany, wątróbka drobiowa, wołowa lub cielęca,tran, żółtka jaj, masło, masło klarowane, tłuste ryby.

Witamina D działa jak regulator układu odpornościowego. Wpływa na odporność wrodzoną, produkcję peptydów przeciwdrobnoustrojowych, pracę makrofagów, limfocytów i równowagę zapalną. Nie jest magiczną tarczą, ale jej niedobór może sprawić, że układ odpornościowy gorzej rozpoznaje zagrożenie i gorzej wygasza stan zapalny. Najlepszym suplementem będzie wychodzenie na słońce.

Witamina C wspiera barierę nabłonkową, pracę neutrofili, produkcję kolagenu, regenerację tkanek i ochronę antyoksydacyjną. Jest szczególnie ważna tam, gdzie toczy się stan zapalny, bo komórki odpornościowe zużywają jej więcej w czasie infekcji.

Foliany, witamina B6 i B12 są potrzebne do metylacji, syntezy DNA i prawidłowego namnażania komórek odpornościowych. To ważne, bo limfocyty muszą szybko się dzielić, gdy organizm rozpoznaje infekcję. Jeśli brakuje składników do produkcji i naprawy DNA, odpowiedź odpornościowa może być mniej sprawna.

Żelazo jest dwuznaczne. Z jednej strony jego niedobór osłabia energię, odporność, enzymy i pracę komórek. Z drugiej strony nadmiar wolnego żelaza może sprzyjać stresowi oksydacyjnemu i niektórym patogenom. Dlatego żelazo warto oceniać z badań: ferrytyny, morfologii, transferryny, wysycenia transferryny i CRP. A jego źródło dostarczaj regularnie poprzez jedzenie.

Kwasy omega-3 są częścią błon komórkowych i prekursorami mediatorów wygaszających stan zapalny. A w walce często trzeba też wiedzieć kiedy zakończyć ogień. Omega-3 wspierają powrót z wojny do regeneracji. Najlepiej przy infekcji stosować ok 2g ale i pod 4g niekiedy tymczasowo. Ja, oprócz ryb w diecie, stosuję dodatkowo omegę 3 firmy Norsa Pharma (ja lubię w płynie), ale mają też w drobnej kapsułce, za co ukłony- bo mam Klientów, którzy wolą taką formę. Mam tu kod ze współpracy KOCIEDA.

Dodałabym jeszcze magnez, bo jest potrzebny do pracy mitochondriów, produkcji ATP, układu nerwowego i kontroli napięcia stresowego. A odporność bardzo źle działa w ciele, które nie ma energii i żyje w ciągłym skurczu. Źródła magnezu znajduję w kaszach, komosie, roślinach strączkowych, zielonych liściach, kakao. Ale przy moim trybie życia i cukrzycy- również stał się moim podstawowym suplementem.

NAC, czyli N-acetylocysteina, jest prekursorem cysteiny – aminokwasu potrzebnego do produkcji glutationu. Można powiedzieć, że NAC dostarcza organizmowi jednego z kluczowych „klocków” do odbudowy wewnętrznej ochrony antyoksydacyjnej. Możemy go zastosować opcjonalnie do glutationu. Dodatkowo NAC wspiera rozrzedzanie śluzu w drogach oddechowych, ochronę nabłonka, pracę wątroby i ograniczanie stresu oksydacyjnego. To jest wsparcie zaplecza: NAC czy glutation pomaga ciału lepiej znieść stan zapalny i posprzątać po walce. Produkty wspierające produkcję glutationu: warzywa siarkowe: brokuł, kalafior, brukselka, kapusta, jarmuż, cebula, czosnek, por. Źródła cysteiny: jaja, mięso.

Trzeci krok to śluzówki. Jelita, jama ustna, nos, gardło, płuca, pochwa i szyjka macicy są miejscami kontaktu ze światem. To właśnie tam wiele wirusów szuka pierwszej bramy. Jeśli śluzówki są suche, podrażnione, niedożywione, przeciążone histaminą, stanem zapalnym albo zaburzoną mikrobiotą, wirusowi łatwiej znaleźć „pęknięcie w murze”. Często tu sugeruje rozważenie badania sIgA, bo pokazuje, w jakiej kondycji są nasze „bramy wejściowe”. Niskie może sugerować wyczerpanie lub osłabienie lokalnej ochrony, a wysokie – aktywną stymulację immunologiczną, np. dysbiozę, infekcję lub stan zapalny.

W odbudowie śluzówek i tkanek wspiera nas: rosół, kolagen, żelatyna, glicyna, glutamina, dobre białko, cynk, witamina A, omega-3 i rośliny śluzowe. Pomagają tworzyć materiał do naprawy jelit, gardła, dróg oddechowych i innych bram kontaktu ze światem. Warto zadbać o nawodnienie, ciepłe płyny, zupy, fermentowane produkty, jeśli są tolerowane, i rośliny śluzowe, takie jak prawoślaz, ślaz, babka lancetowata czy wiąz (kisielek z kory wiązu). Śluzówka jest jak wilgotny, żywy mur.

Przy osłabionej odporności śluzówkowej, częstych infekcjach, długiej rekonwalescencji albo niskim sIgA warto rozważyć także nukleotydy dietetyczne. Pięknie mi się sprawdzają również przy niskich leukocytach. W praktyce dobrze wpisują się tu preparaty Norsa Pharma (kod rabatowy KOCIEDA, stąd też zamawiam mg, wit D+K). Przy wirusach często dobrym wyborem jest Nucleozin Complete + Laktoferyna.

Produkt Norsa PharmaKiedy najlepiej pasujeDlaczego
Nucleozin Completeodporność, infekcje, rekonwalescencja, słabe śluzówkiłączy kompleks 5 nukleotydów z cynkiem, czyli daje „cegiełki” do odbudowy komórek + mikroelement ważny dla odporności
Laktoferin Nucleoczęste infekcje, śluzówki, jelita, odporność, dzieci/dorośliłączy 5 nukleotydów z laktoferyną i witaminą C; bardzo pasuje do bariery śluzówkowej i odporności wrodzonej
Nucleobutin Fortejelita, dysbioza, IBS, po antybiotykach, niskie sIgA, regeneracja bariery jelitowejłączy mikrokapsułkowany maślan sodu z 5 nukleotydami; bardziej „jelitowo-śluzówkowy” niż typowo przeciwwirusowy

Czwarty krok to jelita i mikrobiota. I tu początkiem niech będzie regularne jedzenie, niskoprzetworzone pożywienie, błonnik, polifenole, kiszonki dobrane do tolerancji, probiotyki celowane, wsparcie trawienia i wyciszenie tego, co drażni jelita.

Piąty krok to układ nerwowy. Przy przewlekłych reaktywacjach wirusowych nie można pomijać stresu, traumy, napięcia, braku granic i życia w nieustannym trybie „muszę”, bez wsparcia potrzeb. Ciało, które nie czuje się bezpiecznie, często nie umie dobrze regenerować śluzówek, trawić, spać i wygaszać zapalenia. Tutaj zalecę: oddech, terapię, spacer, kontakt z naturą, ograniczenie przeciążenia i odzyskanie poczucia wpływu/własnej wewnętrznej sprawczości.

Dopiero na takim fundamencie działania przeciwwirusowe mają sens. Wtedy- możemy poprosić o wsparcie naturę.

Zioła – przypomnienie dla ciała

Warto pamiętać, że żaden preparat, zioło ani suplement nie „leczy” za organizm. Leczenie, naprawa, wygaszanie stanu zapalnego, usuwanie toksyn, produkcja przeciwciał, regeneracja śluzówek i odbudowa energii dzieją się w ciele. To organizm jest miejscem, w którym zachodzi uzdrawianie.

Zioła mogą być dla niego wsparciem, katalizatorem, bodźcem, przewodnikiem.

Dlatego zanim przejdziemy do konkretnych działań przeciwwirusowych, warto zadbać o to, żeby ciało nie było wykończonym lekarzem wewnętrznym: niewyspanym, niedożywionym, przeciążonym stresem, toksynami, niedoborami i chaosem zapalnym. Już wiemy, że gdy teren jest skrajnie osłabiony, najpierw trzeba go odżywić, ogrzać, nawodnić, wyciszyć i odbudować.

W ostatnim stuleciu zostaliśmy nauczeni prostego schematu: ból – lek; gorączka – lek; infekcja – coś, co ma jak najszybciej uciszyć objawy.

Odciąć.

Odciąć się od czucia.

Objaw nie zawsze jest wrogiem – czasem jest ważną informacją o przeciążeniu, stanie zapalnym, braku zasobów albo próbie obrony. Ciało często nie reaguje przypadkowo. Kaszel może próbować oczyścić drogi oddechowe. Biegunka może być próbą szybkiego usunięcia czegoś drażniącego. Gorączka może wspierać odpowiedź odpornościową. Stan zapalny może być etapem naprawy.

I tu pojawia się pytanie o umiar. Dlaczego? Bo jeśli każde poruszenie ciała natychmiast uciszamy, możemy przestać rozumieć jego język.

Zioła i naturalne wsparcie mogą mu pomóc przejść przez ten proces mądrzej: wesprzeć eliminację, ochronić śluzówki, wyciszyć nadmiar zapalenia, dostarczyć minerałów, odbudować energię i przypomnieć organizmowi, że nie musi już działać w trybie paniki. Ale nie mają „zrobić wszystkiego za nas”. One mają wesprzeć siłę życiową organizmu, aby ciało mogło lepiej rozpoznać zagrożenie, zareagować, oczyścić się po walce i wrócić do równowagi.

I tutaj jest spory arsenał: tarczyca bajkalska, lukrecja, Houttuynia, Lomatium, Isatis, cordyceps, monolauryna, lizyna, kwercetyna czy grzyby medyczne. To moi asystenci przy wirusach. A przy wirusach często posiłkuje się strategią Buhnera.

Strategia (wg Buhnera)

Oś 1: hamowanie wejścia i replikacji wirusa

Zioła na tym etapie mają utrudnić wirusowi wejście, przyczepienie się, replikację i rozprzestrzenianie, a jednocześnie chronić tkanki gospodarza.

Ja często stosuje tu dwa zioła

  • Houttuynia cordata– strażniczka bram

Dla osób, u których wirusy lubią wchodzić przez śluzówki i dawać objawy „na bramach”:

  • nawracające infekcje gardła, nosa, zatok, oskrzeli,
  • infekcje z dużą komponentą śluzu, kataru, kaszlu, podrażnienia,
  • opryszczki, reaktywacje herpeswirusów,
  • dysbioza śluzówkowa, niskie sIgA, słaba bariera,
  • osoby, które mają wrażenie, że „łapią wszystko przez gardło/nos”,
  • przy HPV jako wsparcie śluzówkowe, ale raczej nie jako główny filar.
  • To zioło, które w smaku nie każdy kocha; jest jak kolendra- albo ją kochasz albo nienawidzisz.

Houttuynia cordata w przeglądach jest opisywana jako roślina o działaniu przeciwwirusowym, przeciwzapalnym, antyoksydacyjnym i immunomodulującym; podkreśla się też jej wpływ na bariery śluzówkowe jamy ustnej, przewodu pokarmowego i pochwy. 

  • Scutellaria baicalensis / bajkalina / tarczyca bajkalska- wojowniczka przeciwpożarowa

Dla osób, u których infekcja szybko robi się zapalna, systemowa albo „gorąca”:

  • wysoki stan zapalny, bóle, rozbicie, ciężka reakcja immunologiczna,
  • infekcje z dużą komponentą cytokinową,
  • wirusy oddechowe, grypowe, RSV/SARS-podobne,
  • EBV/CMV z mgłą mózgową, neurozapaleniem, bólami, poczuciem „zapalenia w całym ciele”,
  • osoby z nadreaktywną odpornością, autoimmunologią, histaminą, stanem zapalnym, ale ostrożnie przy Graves i nadczynności,
  • gdy potrzebujesz jednocześnie: przeciwwirusowo + przeciwzapalnie + neuroochronnie.

Scutellaria baicalensis i jej związki, m.in. bajkalina, są w przeglądach opisywane jako substancje o działaniu przeciwwirusowym, przeciwzapalnym, antyoksydacyjnym i neuroprotekcyjnym. Badania nad RSV wskazywały, że bajkalina może hamować zakażenie RSV i zmniejszać naciek zapalny oraz uszkodzenie płuc w modelu zwierzęcym.

Razem, gdy ktoś ma i jedno, i drugie: słabe śluzówki + stan zapalny + reaktywacje wirusowe. Wtedy Houttuynia stoi przy bramie, a tarczyca bajkalska pilnuje, żeby w mieście nie rozlał się ogień.

Oś 2: modulacja stanu zapalnego i cytokin

W tę oś wchodzimy wtedy, gdy widzimy, że organizm nie tylko walczy z wirusem, ale zaczyna „palić własne miasto”. To może być jeszcze w trakcie infekcji, ale najczęściej mocniej widać to po ostrej fazie, kiedy gorączka schodzi, a ciało nadal jest obolałe, ciężkie, zaognione, reaktywne i nie wraca do równowagi. Mogą się pojawić bóle stawów, mięśni, głowy, skóry, nerwów, mgła mózgowa, ciężka głowa, światłowstręt, nadwrażliwość. Także długo utrzymujący się kaszel, podrażnienie oskrzeli, zapalenie śluzówek, nasilona histamina: świąd, pokrzywka, katar, reakcje na jedzenie. To także zaostrzenie autoimmunologii po infekcji, lub wysokie lub długo utrzymujące się CRP/ferrytyna jako marker zapalenia, jeśli badane.

Co można rozważyć początkowo:

Kurkumina

Kurkumina pasuje, gdy organizm jest wyraźnie zaogniony: bóle, stan zapalny, przeciążona wątroba, jelita, stawy, zaostrzenie autoimmunologii, poczucie ciężkości po infekcji.

Jest bardziej przeciwzapalna i antyoksydacyjna. Przeglądy opisują kurkuminę jako związek wpływający na szlaki zapalne i cytokiny.

Kwercetyna

Kwercetyna pasuje wtedy, gdy infekcja zostawia po sobie nadreaktywność: katar, świąd, pokrzywki, zatoki, kaszel alergiczny, reakcje na jedzenie, MCAS-like, nasilone objawy po fermentowanych produktach, winie, cytrusach, pomidorach. Ma sens także przy cytokinach i śluzówkach.

Rdest japoński- mój ulubieniec – strażnik naczyń po pożarze

Dla osób, u których po infekcji zostaje obraz neurozapalny, naczyniowy albo „long infection”:

  • mgła mózgowa, ciężka głowa, problemy z koncentracją,
  • bóle głowy, nadwrażliwość na bodźce, poczucie zapalenia w układzie nerwowym,
  • bóle mięśni i stawów po infekcji,
  • objawy po EBV, CMV, boreliozowym tle, infekcjach przewlekłych,
  • problemy z mikrokrążeniem, zimne kończyny, napięcia naczyniowe,
  • gdy chcemy chronić śródbłonek, mózg i tkanki przed stresem oksydacyjnym.
  • forma: nalewka, kaps. (magicznyogrod.pl, kod rabatowy kocieda6)

Cordyceps – okej, kolejny mój ulubieniec

Dla osób, u których po wirusie zostaje wyczerpanie, słaba wydolność i brak siły do regeneracji:

  • zmęczenie poinfekcyjne, EBV/CMV, przewlekłe osłabienie,
  • szczególnie przy Hashimoto, problemach z układem moczowym, słuchem,
  • duszność wysiłkowa, słabsze płuca, długi kaszel po infekcji,
  • spadek wydolności, uczucie „nie mam baterii”,
  • mgła mózgowa połączona z brakiem energii,
  • osoby po długim stresie, niedoborach, restrykcjach, przemęczeniu,
  • gdy trzeba wesprzeć mitochondria, odporność i rekonwalescencję.
  • forma: grzyby firmy Solvelabs (kod kocieda daje rabat 10%)

Tutaj też pasuje tarczyca bajkalska.

Tarczyca bajkalska w osi 2

Dla osób, u których nadal czujemy komponentę wirusową, ale największym problemem staje się zapalenie:

  • EBV/CMV z bólami, mgłą, neurozapaleniem,
  • infekcje oddechowe z mocnym stanem zapalnym,
  • wysoka reaktywność immunologiczna,
  • autoimmunologiczne tło i „zaognienie” po infekcji,
  • uczucie gorąca zapalnego, bóle, rozbicie,
  • nadmierna odpowiedź cytokinowa,
  • gdy potrzebujesz działania przeciwwirusowego i przeciwzapalnego jednocześnie.

Oś 3: odporność adaptacyjna i komórki NK

Tu: najlepsze są grzyby medyczne, beta-glukany, cordyceps, reishi, AHCC, wrośniak, shiitake.

W oś 3 wchodzimy, gdy widzimy, że problemem nie jest tylko ostra infekcja, ale słaby lub rozregulowany nadzór immunologiczny. Czyli gdy są:

  • przetrwałe wirusy: HPV, EBV, CMV, HSV,
  • częste reaktywacje opryszczki, zerknij też niżej po wskazówki opryszczkowe,
  • infekcje po stresie,
  • częste przeziębienia i „łapanie wszystkiego”,
  • niskie sIgA,
  • przewlekłe zmęczenie po infekcjach,
  • słaba regeneracja,
  • autoimmunologiczne tło,
  • dysbioza jelit i śluzówek,
  • CIN / zmiany dysplastyczne.

Tutaj pojawia się osobno temat HPV. Bo HPV zwykle nie jest ostrą infekcją jak grypa, gdzie mamy gorączkę, katar i kilka dni oblężenia. HPV to częściej historia przetrwałości wirusa w nabłonku, kontroli immunologicznej, śluzówek, komórek NK, limfocytów T, mikrobiomu pochwy, niedoborów i zdolności organizmu do usuwania komórek zakażonych.

Wrośniak różnobarwny

Dla osób, u których chcemy mocniej wesprzeć odporność komórkową i nadzór nad nieprawidłowymi komórkami:

  • przetrwały HPV HR,
  • CIN1/CIN2/CIN3 jako wsparcie obok ginekologii,
  • nawracające infekcje wirusowe,
  • osłabiona odporność komórkowa,
  • historia zmian dysplastycznych,
  • osoby po zabiegach typu LEEP/konizacja – jako wsparcie regeneracji i profilaktyki nawrotów,
  • wsparcie po nowotworach,
  • sytuacje, gdzie chcemy wspierać komórki NK, makrofagi, limfocyty T
  • kapsułki (magicznyogrod.pl, kocieda6), albo Rokitnik i przyjaciele, Mycomedica (preparat dla zwierząt, bo UE już tutaj położyło swoje łapki).

Shiitake

Dla osób, u których wirusy łączą się ze śluzówkami, jelitami, HPV, osłabieniem odporności i potrzebą łagodniejszego, długofalowego wsparcia:

  • HPV i przetrwałe infekcje śluzówkowe,
  • częste infekcje i słabe śluzówki,
  • niski poziom energii, ale bez potrzeby mocnego pobudzania,
  • dysbioza jelitowa i śluzówkowa,
  • wsparcie po antybiotykach lub infekcjach,
  • osoby, które potrzebują czegoś bardziej odżywczego, niż intensywnie interwencyjnego,
  • a u osób z problemami glikemicznymi lub PCOS – opcjonalnie bym zasugerowała Maitake, ja stosuje ten z Solvelabs.

lub

AHCC to ekstrakt pochodzący z grzybni shiitake, ale traktowałabym go osobno, bo przy HPV ma jedne z ciekawszych danych klinicznych. Pasuje szczególnie przy:

  • przetrwałym HPV wysokiego ryzyka,
  • HPV + CIN,
  • gdy Klient ma zasoby finansowe i chce mocniej wejść w wsparcie odporności komórkowej,
  • i gdy zależy nam na komórkach NK, limfocytach T, IFN i usuwaniu wirusa.

Reishi

Dla osób, u których odporność jest jednocześnie słaba i nadreaktywna, a wirusy nasilają się po stresie:

  • EBV/CMV/HSV reaktywowane stresem,
  • problemy ze snem, napięciem, lękiem, przeciążeniem,
  • autoimmunologiczne tło, Hashimoto, stan zapalny,
  • osoby zmęczone, nadreaktywne, niewyspane,
  • histamina, mastocyty, alergiczność – ostrożnie, indywidualnie, część osób tutaj sobie ceni,
  • rekonwalescencja po infekcjach,
  • potrzeba wyciszenia i modulacji
  • grzyby firmy Solvelabs (np. ciekawa forma – płynna, kod rabatowy kocieda, ale też dobrze rozpuszczalny proszek)

Oś 4: ochrona mitochondriów, nerwów i tkanek

Tu można rozważyć:

  • koenzym Q10, albo wspomniany wyżej przy niedoborach – Sellesto Hauster
  • soplówkę jeżowata (Solvelabs),
  • cordyceps,
  • rdest japoński,
  • kudzu,
  • tarczycę bajkalską,
  • rokitnik,
  • śluzy roślinne dla śluzówek.

HPV- mały dodatek

Ale to temat na odrębny artykuł. Tutaj pomagam wielu kobietom. I temat jest bardzo złożony. Ale mamy sukcesy, poprawy wyników CIN, bez potrzeby szpryc. Zrobię mikro ściągę.

FilarSens biologicznyPrzykłady
Eliminacja/persistencja HPVwsparcie odporności komórkowej, NK, Th1AHCC, wrośniak/PSK/PSP, shiitake/LEM, reishi
Regulacja estrogenówzmniejszenie proliferacyjnego tła estrogenowegoI3C, DIM, brokuły, siarka, kapustne, wsparcie wątroby, praca z energią sakralną/witalną
Śluzówki i mikrobiom pochwyodbudowa lokalnej odpornościLactobacillus crispatus, probiotyki dopochwowe, kwas hialuronowy
Nabłonek szyjkiregeneracja i różnicowanie komórekwitamina A z diety, cynk, foliany, nagietek, propolis
Stan zapalnywyciszenie przewlekłego pożarukurkumina, boswellia, tarczyca bajkalska, omega-3
Terenrytm, sen, stres, limfa!, jelita, wątrobadieta, sen, praca z traumą, ruch, oddech, eliminacja palenia

Opryszczka – strategia na prośbę

Opryszczka jest dobrym przykładem jak bezczelny potrafi być wirus. Wirus HSV po pierwszym kontakcie potrafi zostać w organizmie w stanie uśpienia i reaktywować się wtedy, gdy ciało traci część swojej czujności: po stresie, niewyspaniu, miesiączce, infekcji, dużym wysiłku, spadku odporności, silnym słońcu, podrażnieniu skóry albo wtedy, gdy organizm jest po prostu przeciążony. I wtedy ostentacyjnie – wychodzi ON.

Największy sens ma tu działanie bardzo wcześnie – w fazie mrowienia, pieczenia, swędzenia, napięcia skóry albo tego charakterystycznego uczucia, że „coś zaraz wyjdzie”. Wtedy można zadziałać najskuteczniej, zanim wirus mocniej rozwinie zmianę. W praktyce dobrze sprawdza się szybkie wejście z lizyną, cynkiem, kwercetyną i wsparciem przeciwwirusowym, a jeśli ktoś dobrze toleruje zioła – także z Houttuynią, tarczycą bajkalską, reishi albo chagą/cordycepsem.

Szczególnie ważna jest tu L-lizyna, bo HSV do replikacji lubi środowisko bogate w argininę, a lizyna konkuruje z argininą o transport i wykorzystanie w organizmie. W praktyce wiele osób obserwuje, że szybkie podanie lizyny w fazie prodromalnej pomaga skrócić lub złagodzić epizod, a przy skłonności do częstych nawrotów profilaktyczne stosowanie lizyny bywa pomocne, zwłaszcza jeśli jednocześnie ograniczy się duże źródła argininy. Badania kliniczne są mieszane: niższe dawki, zwłaszcza poniżej 1 g dziennie, wypadają słabiej, natomiast przeglądy sugerują, że dawki powyżej 3 g dziennie mogą u części osób poprawiać subiektywny przebieg choroby i to w praktyce się potwierdza.

W praktycznym, krótkim protokole przy nawrotowej opryszczce można rozważyć: lizynę 1000 mg 2-3 razy dziennie na samym początku objawów, cynk około 15-25 mg dziennie krótkoterminowo, witaminę C, kwercetynę i wsparcie śluzówek.

A jeśli już jest wykwit można nawet dawkę zwiększyć do 3000mg 3x dziennie, sprawdzone. Dawka profilaktyczna brana regularnie może zapobiec nawrotom opryszczki na czas słabszej odporności Do tego komplex B i unikanie l argininy. L argininę unikamy też przy ospie – bo może spotęgować wykwity skórne

Do produktów bogatszych w argininę należą m.in. orzechy, pestki, migdały, kakao, gorzka czekolada, żelatyna i niektóre odżywki białkowe.

Zewnętrznie warto działać delikatnie i szybko. Przy zmianach na ustach można rozważyć melisę, propolis, maść ochronną, preparaty które nie drażnią skóry i nie rozdrapują pęcherzyków. Najgorsze, co można zrobić, to ciągle dotykać zmianę, wyciskać ją, zrywać strupki i przenosić wirusa dalej. Opryszczka jest zakaźna, dlatego w aktywnej fazie trzeba unikać całowania, dzielenia się pomadką, sztućcami, ręcznikiem i kontaktu zmiany ze śluzówkami innych osób.

Przykładowe schematy sprawdzone:

  1. Dorośli (jeśli nie ma przeciwskazań jak m.in. ciąża, karmienie piersią): Houttuynia, Lomatium, lukrecja, Urzet, można połączyć też nalewki z tych ziół (dostępne na magicznyogrod.pl, rabat kocieda6) – pół łyżeczki 3x dziennie; przy EBV, ospie wietrznej: łączymy nalewki: tarczycę bajkalską, isatis i lukrecję; pół łyżeczki 3-6x dziennie w zależności od ciężkości infekcji
  2. Dzieci >6: Brodziuszka (EBV), traganek, czarny bez, lukrecja z ostrożnością, np Syrop żółwi Mycomedica, grzyby Solvelabs
  3. Na objawy ze strony układu pokarmowego (gdy potrzeba): berberyna (hauster, rabat 15%: 22KKA) lub gorzknik kanadyjski, np przy CMV
  4. Osłabienie: dodatkowo reishi, grzyby w małych dawkach od 3 r.ż. jeśli potrzeba, Solvelabs lub Mycomedica
  5. Cynk, selen, l lizyna, kwercetyna
  6. Monolauryna – opcjonalnie; w naturopatii używa się jej głównie jako wsparcia przy wirusach osłonkowych, czyli takich, które mają lipidową otoczkę. Do tej grupy należą m.in. herpeswirusy, czyli HSV, EBV, CMV, VZV.
  7. Witamina C – kilka razy dziennie
  8. Duże znaczenie ma też układ nerwowy, sen, napięcie i zdolność organizmu do przechodzenia z trybu alarmu w regenerację – zwłaszcza przy wirusach takich jak EBV, HSV czy VZV, czyli wirus ospy wietrznej i półpaśca. Można rozważyć nalewkę z maczku z magicznyogrod.pl , tarczycę bajkalską, lub passiflorę.
  9. Ospa: gojenie ran: l lizyna, l karnityna, inozytol, zewnętrznie: melisa w postaci olejku lub balsamu, krem z pyłku sosny
  10. Półpaśccowe bóle nerwów: soplówka jeżowata, neuroset passiflora.

Kody rabatowe ze współprac do ww produktów:

Grzyby polskiej formy Solvelabs – kod kocieda (10%)

Zioła, nalewki, suplementy naturalne – magicznyogrod.pl – kocieda6 (8%)

Liposomalne zioła bez alkoholu – Botamed – kod kocieda (15%)

Hauster – butikowa firma z suplementami wysokiej jakości – kod 22KKA (15%)

mynarum.com – kod 22KKA, probiotyki, mleko A2, kwasy fulwowe

dziękuję Wam za wsparcie

Niedługo będzie artykuł o jedzeniu emocjonalnym część 3 i o tym co ..ja jem

About The Author

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *