Kategorie
Wyróżnione

Myśli mają moc

Pamiętam dokładnie, kiedy pierwszy raz usłyszałam, że myśli mają moc. Powiedziała mi to moja Mentorka, która ma obecnie 70 lat, kobieta mądra, doświadczona, której ufam – i z którą pracuje nad sobą od 8 lat na głębszym poziomie. Zatrzymała się wtedy w środku rozmowy, spojrzała mi w oczy i powiedziała: “Zacznij uważać na to, co myślisz i na to, co mówisz. Myśli i słowa tworzą rzeczywistość”. Przyjęłam to wtedy intelektem. Skinęłam głową, zrozumiałam, ale jeszcze tego nie czułam. Te słowa później się powtarzały, zarówno w książkach, w rozmowach, ale nadal chyba dopiero otwierałam się na potwierdzenie tego w doświadczeniu.

Wtedy traktowałam to jak interesującą koncepcję- coś, co może być prawdą, ale co niekoniecznie odnosi się do mojej codzienności. Dziś- po latach własnych doświadczeń, praktyk, obserwacji i wielu usłyszanych historiach, które tylko potwierdziły to co przeżywałam – nie wyobrażam siebie tego, że można w to jeszcze nie wierzyć. Dziś nawet mogę przytoczyć tu badania naukowe, ale robię to tylko dlatego, że moje Klientki, które dopiero rozpoznają tą prawdę i weryfikują ją, poprosiły mnie o taki artykuł. Pomyślałam , że to super pomysł.

Tu nie chodzi o duchową metaforę, ani pozytywne myślenie na siłę. Chodzi o fakt, właściwie to totalnie naukowy : myśli tworzą fundamenty tego, jak działa nasze ciało, jak kształtują się nasze emocje, a nawet jak przebiega proces zdrowienia. To jest biologicznie potwierdzone, psychologicznie opisane i duchowo- uniwersalne. Dla mnie to jedno z trzech najważniejszych zasad, w które wierzę: 1.myśli kształtują rzeczywistość; 2. Podobne przyciąga podobne; 3.Prawo segmentacji

Model ABC- czyli zależność myśli i objawów w ciele

Model ABC (twórcy A.Ellis) -pięknie pokazuje zależność:

myśl– a więc interpretacja sytuacji- staje się punktem zwrotnym między tym, co się wydarza, a tym, jak nasze ciało i emocje to odbierają. Zajęcia z psychologii fajnie nazywają to co się doświadcza, czyż nie? ..Zaraz zobaczycie

Mamy tu: A -sytuacja, B- myśli, C- konsekwencje, czyli wszystko, co dzieje się w nas: emocje, objawy fizjologiczne, zachowanie.

I co najważniejsze na B. MAMY WPŁYW!!!! To świetna wiadomość. Druga jest taka, że na myśli wpływ mają nasze przekonania – i teraz już wiecie (zwłaszcza moi Klienci) dlaczego robię od 8 lat tzw. Dyna psyk z książki Joe Karbo (codzienna praca nad własnymi przekonaniami). Ale więcej napiszę poniżej.

Ten prosty wykres Ellis’a uchwycił subtelną, ale fundamentalną zależność. Bo to nie emocje “same się dzieją”, nie objawy “spadają z nieba”. One są rezultatem– odpowiedzią na to, co myślimy o danej sytuacji. A nasze myśli z kolei często wynikają z głębszych przekonań -czyli utajonych założeń na temat świata, ludzi i nas samych. Czasem tak starych, że nawet ..nie wiemy, że je mamy.

Przekonania – czym w ogóle są?

Przekonania to wewnętrzne założenia, które tworzą nasz subiektywny obraz rzeczywistości. To takie nasze indywidualne filtry, przez które ten świat postrzegamy, interpretujemy i przeżywamy. W psychologii poznawczej definiuje się przekonania jako utugruntowane sądy i opinie, które kształtują sposób, w jaki rozumiemy siebie, innych ludzi oraz zdarzenia zewnętrzne. Nie zawsze są świadome – wiele z nich powstaje we wczesnym dzieciństwie, często pod wpływem emocjonalnych doświadczeń, autorytetów, środowiska rodzinnego, kultury. Wiele z nich jest ciągle powielanych w rodowo.

Z perspektywy poznawczo-behawioralnej, to właśnie przekonania leżą u podstaw naszych automatycznych myśli, które pojawiają się w odpowiedzi na sytuacje. I mogą mieć różny poziom głębokości:
Popularne przekonania pośrednie (np. Jeśli nie będę miła, ludzie mnie odrzucą),
Przekonania rdzenne (np. Nie zasługuję na miłość, Świat jest niebezpieczny i wrogi).

Im bardziej fundamentalne i ukryte przekonanie, tym silniej wpływa na nasze emocje, reakcje ciała i zachowania – choć często nie zdajemy sobie sprawy z jego istnienia.

Przekonania działają trochę jak samospełniające się proroctwa.

Jeśli wierzę, że “ludzie nie są godni zaufania”, to nawet w neutralnej relacji będę doszukiwać się zagrożenia. Mogę niechcący prowokować sytuacje, które tę tezę potwierdzą, interpretować gesty jako wrogie, a nawet odrzucać bliskość, zanim ktoś zdąży się zbliżyć. W ten sposób przekonanie wzmacnia się i utrwala.

Z psychologicznego punktu widzenia, przekonania dają nam poczucie kontroli i bezpieczeństwa– nawet jeśli są niekorzystne. Bo lepiej mieć zrozumiały (choć bolesny) schemat, niż chaos. To dlatego tak trudno je zmienić – są nie tylko poznawcze, ale też emocjonalne. Często są powiązane z historią życia, doświadczeniami traumy (np PTSD), schematami relacyjnymi.

I właśnie dlatego praca z przekonaniami jest tak kluczowa w procesie zdrowienia – zarówno psychicznym, jak i fizycznym.

Przekonanie wpływa na myśl, myśl na emocję, emocja na ciało. Jeśli w głębi siebie wierzę, że moje ciało mnie zawodzi – to jak ono ma się czuć bezpiecznie i zdrowieć? Jeśli wierzę, że “nie mam wpływu”, moje działania będą bierne, rezygnujące, a organizm może reagować stanem chronicznego stresu lub zamrożenia.

Dobra wiadomość? Przekonania można aktualizować:). I choć nie dzieje się to z dnia na dzień, to właśnie ta świadomość daje ogromną ulgę- bo oznacza, że nie jesteśmy skazani na wieczne odtwarzanie starych schematów.

A “przecież ja jestem zupełnie inna niż moi rodzice”…

Kilka dni temu jedna z moich klientek, młoda, bardzo inteligentna kobieta, powiedziała mi:
“Ja jestem totalnym przeciwieństwem moich rodziców. Wiem, co robię inaczej, więc nie mam ich przekonań”.
Uśmiechnęłam się, bo doskonale rozumiem to zdanie, bo kiedyś też byłam pewna, że skoro żyję inaczej niż moi bliscy, to znaczy, że już się odcięłam od ich wpływu.
Dopiero z czasem- i z dużą dozą pokory – zobaczyłam, że prawdziwe przekonania nie objawiają się w tym, co deklarujemy, ale w tym, jak czujemy i reagujemy.

To, że jesteśmy na poziomie racjonalnym w opozycji do naszych rodziców, nie oznacza jeszcze, że nie nosimy ich wzorców głęboko w ciele.
Wiele z tych mechanizmów działa bowiem z poziomu nieświadomości – i nie mamy do nich dostępu dopóki nie zobaczymy ich w działaniu: w relacjach, reakcjach emocjonalnych, napięciu ciała, wtedy kiedy nagle nas zamraża i nie potrafimy komuś odpowiedzieć. W powracających schematach czy urazach, które wciąż żyją w nas i wracają w różnych sytuacjach, zmieniającymi się twarzami (wspomnę o tym niżej).

Psychologia tłumaczy to prostym, ale bardzo trafnym podziałem: świadomość to czubek góry lodowej, a nieświadomość to cała jej masa ukryta pod powierzchnią.
To, że ktoś czyta o schematach, zna pojęcia psychologiczne czy widzi błędy u innych, nie oznacza jeszcze, że te schematy przestały na niego działać.
Świadomość to początek – integracja wymaga jeszcze kontaktu z ciałem, emocjami i gotowości do uznania, że to, co kiedyś nas chroniło, dziś może nas ograniczać.

Ta klientka – choć jeszcze pełna złości i żalu do bliskich – zrobiła ważny krok: zaczęła zadawać pytania. To jest niezwykle cenne i już otwiera drzwi do zmiany.
W pracy terapeutycznej (ale i każdej rozwojowej) pokora wobec własnej nieświadomości jest nie tylko potrzebna – jest konieczna, zwłaszcza, by umożliwić prawdziwe wyjście poza iluzję kontroli i rozpocząć dialog z własnym wnętrzem. A co jeśli to jest prawdziwe wyjście z matri ksa?

Kluczowe są zatem: rozpoznanie ich, gotowość do zmiany, uczciwe spojrzenie na siebie i odwaga, by zakwestionować to, co kiedyś wydawało się oczywiste. To jakby spojrzeć na swoją wewnętrzną mapę i zapytać: “Czy ten szlak, którym idę, naprawdę prowadzi tam, gdzie chcę dojść?”. “Czy to moje myśli, a może tak mówiła moja babcia?”. Czasem odkrywamy, że prowadzimy życie zbudowane nie na prawdzie, lecz na lęku, na cudzych głosach, które wplecione zostały w nasz system jako “fakty”.

Przekonania a zdrowie

W pracy z ciałem i zdrowiem przekonania mają ogromną wagę. Trudno jest mi pomóc, gdy Klient całkowitą sprawczość przypisuje jedzeniu, toksynom czy czynnikom zewnętrznym, ale nie chce nawet rozważyć, że to, jak o sobie myśli, co mówi i jak interpretuje objawy, może wpływać na przebieg choroby lub jej leczenie. Nie chodzi o negowanie wpływu środowiska – to są ważne czynniki. Ale jeśli jednocześnie w głowie nieustannie toczy się narracja: “Nigdy nie będę zdrowa”, “Wszystko szkodzi”- to ciało żyje w poczuciu oblężenia. Stresuje się, broni, zamyka.. i nie regeneruje.

Myśli mają moc – tak jak opisałam wyżej schematem ABC. Czy zgadacie się z tym teraz? 

Czasem wystarczy zmienić jedno słowo w wewnętrznym monologu, by pojawiła się przestrzeń na nowe. I to nie jest w moim odczuciu naiwne myślenie, raczej współczucie, ciekawość i kontakt z tym, co realne, a nie tylko wyobrażone. Przekonania to ścieżki, które można stopniowo przekształcać- by prowadziły w stronę życia, a nie dalszego zamrożenia. Praktyka czyni mistrza.

“Świat jest wrogi i niebezpieczny”

Przykładowo, jeśli wierzę, że “świat jest miejscem niebezpiecznym”, to naturalnie idąc wieczorową porą po pustym chodniku, gdy usłyszę nagle kroki za plecami- zinterpretuję je jako zagrożenie. Moje ciało zareaguje spięciem, skurczem przepony, może przyspieszonym biciem serca. I nawet może nic się nie dziać, ale mój umysł może tak to odczytać. I odwrotnie – jeśli mam w sobie przekonanie, że “jestem bezpieczna, dopóki jestem w kontakcie ze sobą”, mogę zareagować zupełnie inaczej.

Ta sama sytuacja- inna myśl. Inna myśl- inna biochemia. Inna biochemia – inne ciało.

Myśli a biochemia ciała

Myśli nadają kierunek reakcjom chemicznym. Wpływają na układ hormonalny, na napięcie nerwu błędnego, na poziom kortyzolu, na jakość snu. Myśl nie jest tylko zjawiskiem w głowie. Jest informacją przekazywaną ciału- i ciało ją przyjmuje dosłownie.

Jeśli wciąż myślisz “nie dam rady”, “jestem słaba”, “coś jest ze mną nie tak” – Twoje ciało usłyszy to jako instrukcję. A ja na konsultacjach czasem słyszę takie “dodatki” jak mantrę. Z czasem ciało może przyjąć tę myśl jako wytyczną: spowolni regenerację, osłabi odporność, zaostrzy stan zapalny. Ono nie działa przeciwko Tobie, tylko po prostu ufa Twoim myślom.

Trauma a myśli

W swojej pracy zaobserwowałam, że u osób, które doświadczyły wczesnej traumy – np. dzieciństwa w chaosie emocjonalnym, przemocy psychicznej, nadużyciach lub nadmiernym kontrolowaniu – układ nerwowy bywa zaprogramowany na stan ciągłego czuwania. W psychologii mówimy wówczas o nadreaktywności osi stresu HPA, która może pozostać nadaktywna nawet wtedy, gdy zagrożenie już dawno minęło. Tak dzieje się często u osób z syndromem DDA (dorosłych dzieci alkoholików) lub z zespołem stresu pourazowego (PTSD).

W takich sytuacjach ciało często jeszcze “nie wie”, że już jest bezpiecznie – dlatego reaguje na codzienne sytuacje tak, jakby wymagały walki lub ucieczki. Napięcie mięśniowe, zaburzenia snu, trudności z trawieniem, obniżona odporność- to nie koniecznie “złe geny”, ale neurofizjologiczna odpowiedź na przekonanie, że świat nie jest bezpieczny, a ja nie mogę ufać ani sobie, ani innym.

Z perspektywy psychoneuroimmunologii to, co myślimy i czujemy, nie jest “tylko psychiczne”. Przewlekły stres emocjonalny przekłada się na wzrost cytokin prozapalnych, zaburzoną równowagę neuroprzekaźników, większą reaktywność na ból i osłabienie regeneracji. To dlatego osoby z traumą mogą mieć większe ryzyko chorób autoimmunologicznych, depresji, zaburzeń hormonalnych czy przewlekłych infekcji. Ciało uczy się przetrwania, nie rozluźnienia.

Ale- i to jest dobra wiadomość – układ nerwowy jest plastyczny. Można przywrócić mu poczucie bezpieczeństwa. Czasem to wymaga lat pracy, delikatnych kroków, tworzenia nowych przekonań i reakcji. Jednak to możliwe. Nasze myśli, kiedy są wspierające i bezpieczne, dosłownie modulują reakcje chemiczne w ciele. Tylko trzeba dać sobie czas i pozwolić na własne tempo.

Wiemy, że ludzie, którzy są przekonani o sensie swojego życia, zdrowieją szybciej po operacjach, mają lepsze wyniki terapii i niższy poziom CRP. Pisałam o tym więcej w artykule Jedzenie emocjonalne (o koherencji, SOC).

Dlatego właśnie praca z myślami nie jest dla mnie “dodatkiem” do pracy ze zdrowiem, a raczej jest jego fundamentem. To już inny level świadomości. Nie opłaca się już udawać, że nas to nie dotyczy. Jeśli nie zmienimy wewnętrznej narracji, ciało będzie wciąż odtwarzać stary scenariusz. Dlatego wierzę, że leczenie ciała bez pracy z przekonaniami to jak podlewanie rośliny, której korzenie siedzą w zatrutym gruncie. Z zewnątrz może wyglądać dobrze, ale głęboko w środku- nie ma przestrzeni na prawdziwą zmianę. Gdy ciało nie ufa, umysł nadal czeka w napięciu – efekt nocebo- czyli negatywna reakcja wynikająca z niewiary, lęku, sceptycyzmu- może sabotować nawet najlepszy plan zdrowienia.

Dziś wiem, że kiedy mówię do siebie:” Jestem bezpieczna, kocham siebie”. To jest sygnał dla każdej komórki, by mogła wrócić do równowagi. Że nie musi już walczyć, napinać się, przygotowywać do obrony. Czasem warto od tego zacząć, gdy nie wiemy gdzie. 108x na malach buddyjskich/czy różańcu- można odliczać przed snem “kocham siebie” co dziennie przez kilka tygodni. Spróbuj:) Nie wierz mi na słowo i sprawdź co się stanie:).

Opowiadałam Wam nie raz, że jako dziecko zmagałam się z lękami, kompulsywnymi myślami, a w liceum- z anoreksją. Później pojawiły się diagnozy; dwie choroby autoimmunologiczne. Długo myślałam, że to ciało zawodzi mnie, że coś jest ze mną nie tak, że mam słabe geny. Dziś widzę to inaczej: moje ciało chciało mi przekazać informację. To, że dziś czuję na co dzień spokój ducha, to rezultat lat pracy z przekonaniami, ze sobą, z myślami, które przez lata mnie ograniczały, a które dziś potrafię już zauważać i przemieniać. Ale nie twierdzę, że to koniec drogi. Ciągle uczę się siebie. Z uważnością przyglądam się temu, co się we mnie dzieje, co jeszcze nie zostało nazwane, co domaga się nadal.. czułości i nowego spojrzenia. W końcu wiecie , że noszę w sobie też aspekt Ateny:). Choć i Artemidy, i Persefony.. ale o tym jeszcze napiszę innym razem:).

Wierzę głęboko, że ta wewnętrzna praktyka- nazywana przeze mnie praktyką obecności, ma bardzo duże znaczenie. Nasze przekonania tworzą grunt, na którym wszystko inne może dopiero zakiełkować. Także bez tego- nawet drogi suplement może nie dawać efektu.

Nie zawsze potrafimy natychmiast wyciszyć emocje czy objawy, które się w nas pojawiają. To trudne. Ale możemy przyjrzeć się myślom, które tworzą pomost między światem a naszym ciałem. Możemy je zakwestionować, obejrzeć z bliska, nazwać, a potem – jeśli okażą się nieprawdziwe lub nieaktualne- po prostu je puścić.

Nie powtarzająca się sytuacja, ale reakcja na nią- mówi o naszym rozwoju.

Wielu z nas doświadcza w życiu tych samych wzorców: podobnych konfliktów, emocji, trudności w relacjach czy nawrotów objawów. Na pozór wygląda to jak błędne koło, jakbyśmy wciąż “wracali do punktu wyjścia”. Ale rozwój nie polega na tym, że nie spotykają nas trudności. Polega na tym, że reagujemy na nie inaczej.

To, co kiedyś wywoływało w nas paraliżujący lęk, dziś może uruchamiać refleksję. To, co jeszcze niedawno prowadziło do kompulsywnego jedzenia czy wycofania, może teraz być impulsem do zatrzymania się, zauważenia, zaopiekowania sobą.Wszystko to da się uzdrowić, ale czasem trzeba spojrzeć pod dywan, do cienia..i to oświetlić swoim światłem.

W psychodietetyce często wracamy do tych samych rozmów: o wstydzie, o braku kontroli, o napięciu. Ale jeśli Klientka potrafi zamiast się ukarać, zadać sobie pytanie: “Co czuję?“, “Skąd to się we mnie wzięło?”“Czy to znaczy, że coś ze mną nie tak – czy raczej, że potrzebuję opieki?” – to znaczy, że dzieje się coś wielkiego.

To właśnie reakcja mówi o zmianie, a nie fakt, że coś znów się wydarzyło. Mamy na to całe życie.

Higiena wewnętrzna

Zaczęłam praktykować to podejście jako codzienną higienę wewnętrzną. Jak coś się wydarzy, co mnie porusza, zatrzymuję się i pytam: czy to prawda czy moja iluzja? “Czy jest możliwe, że interpretuję to przez pryzmat dawnych ran”?

Tak działa ten ABC wykres z początku tego posta:

  • A – sytuacja, czyli to, co się wydarzyło. Zwykle nie mamy na nią wpływu: ktoś coś powiedział, dostałaś wiadomość, usłyszałaś diagnozę, poczułaś napięcie w brzuchu.
  • B- myśli, czyli to, co o tym pomyślałaś. Czasem świadomie, ale najczęściej automatycznie, na bazie dawnych doświadczeń i przekonań. “Znowu coś ze mną nie tak“, “Zawaliłam“, “Nie wolno mi odpoczywać” – to właśnie te myśli są mostem między tym, co się dzieje, a tym, co czujesz.
  • C – konsekwencje, czyli emocje (np. lęk, złość, wstyd), objawy fizjologiczne (napięcie mięśni, ból głowy, ucisk w żołądku) oraz zachowania (np. wycofanie, jedzenie mimo braku głodu, rozdrażnienie wobec bliskich).

To nie sytuacja sama w sobie (A) wywołuje emocję lub objaw (C), tylko to, jak została przez Ciebie zinterpretowana – a więc B. Pamiętacie – mamy wpływ na B, a B- Myśl- ma wielką moc.

W praktyce psychodietetycznej to rozróżnienie jest kluczowe. Często pracuję z osobami, które mówią: “Zjadłam, bo byłam zestresowana“, “Znowu się zawstydziłam, bo ktoś mnie skrytykował“. Ale kiedy zatrzymamy się i przyjrzymy temu, co dokładnie pomyślałaś w tej sytuacji, okazuje się, że właśnie tam – w tej jednej, niepozornej myśli – kryje się cała siła (lub cała pułapka).

Chińczycy mówią, że objawy mają przyczynę nawet 90 dni wcześniej. I choć na pierwszy rzut oka może się to wydawać przesadą, coraz więcej badań potwierdza, że nasz organizm reaguje na długofalowy stan napięcia i przekonań, a nie na jednorazowe wydarzenia. To, co dziś odczuwasz jako “ból brzucha bez powodu” lub “nagły spadek nastroju”, może być cichym echem myśli, które przez tygodnie podgryzały Cię od środka.

Dlatego właśnie uświadomienie sobie B- czyli myśli i przekonania – daje tak ogromne pole do zmiany. Bo na A często wpływu nie mamy. Ale na B – już tak:).

Lekcje lub gry na Ziemi?

Zawsze fascynowało mnie to, jak pewne sceny powracają w naszym życiu. Niby zmieniają się ludzie – inne twarze, inne relacje, inne miejsca- a jednak coś w tych zdarzeniach brzmi znajomo. Te same emocje, to samo napięcie w ciele, to samo poczucie zawodu, odrzucenia, presji albo bycia niezrozumianą. Dziś już wiem, że to nie przypadek. W języku psychologii mówimy o schematach, w duchowości o lekcjach, a w fizyce- o rezonansie. Ważne by być uważnym na to, bo to się dzieje, u każdego z nas. Ja nazywam to po prostu powracającym zaproszeniem: do zauważenia i czucia, ale w konsekwencji – do uzdrowienia.

Z biegiem lat zauważyłam, że te “powtórki z rozrywki” przychodzą po coś, jak kolejna lekcja lub gra- w którą się wchodzi lub nie. Jakby coś w nas wciąż chciało, żebyśmy dostrzegli ukryty mechanizm. Sytuacja –> i nasza reakcja – mają tu znaczenie. Czyżby lekcja polegała na tym, by znów nie zareagować tą samą częścią siebie, która kiedyś musiała coś przetrwać, by wyrobić nowy wzorzec? Kiedy zaczęłam pracować z przekonaniami i wchodzić głębiej – także dzięki wieloletniemu uczestniczeniu w ustawieniach (także jako “aktorka”); te powtarzające się sceny stały się dla mnie mapą. Dziś wiem, że ciało przypomina sobie tamtą “pierwszą scenę”, a my uczymy się dystansu i nowej reakcji, ale już z miłością i ze świadomością.

Być może właśnie dlatego, że jestem od wielu lat zanurzona w pracy z emocją i polem, łatwiej mi to dostrzegać. Ale wierzę, że każdy z nas ma dostęp do tej mądrości. Czasem potrzeba tylko kogoś, kto pomoże nazwać to, co wraca. Albo przestrzeni, w której usłyszymy echo własnej historii. I nagle wszystko staje się bardziej oczywiste: to nie los nas prześladuje, tylko nasze ciało i dusza domagają się świadomości.


Żeby naprawdę zrozumieć siłę myśli, warto pójść krok dalej.

Kahneman i dwa systemy myślenia

W psychologii poznawczej szczególnie poruszyła mnie koncepcja dwóch systemów myślenia, opisana przez prof. Daniela Kahnemana, laureata Nagrody Nobla.

Kahneman twierdzi, że w naszym umyśle działają dwa tryby przetwarzania informacji:

  • System 1 – szybki, intuicyjny, automatyczny. Reaguje błyskawicznie, bez wysiłku. To właśnie on kieruje większością naszych codziennych decyzji. Bazuje na emocjach, skojarzeniach, wcześniejszych doświadczeniach i przekonaniach. To właśnie to, co w potocznym języku nazywamy “podświadomością”.
  • System 2 – wolny, analityczny, świadomy. To on odpowiada za refleksję, planowanie, samokontrolę. Ale zużywa sporo energii i nie działa cały czas – często “śpi”, dopóki nie zmusimy go do działania. Nazywamy to potocznie świadomością.

To odkrycie zmieniło moje myślenie o… myśleniu:).

Trzeba na to spojrzeć jak Inwestor. Zdałam sobie sprawę, że większość dnia spędzam w Systemie 1, niektórzy twierdzą, że to ko 90-95% naszych reakcji. To on decyduje, co poczuję, co powiem, po co sięgnę, jak zareaguję na stres. Tylko niewielka część mnie – ta uważna, refleksyjna – naprawdę “decyduje” w sposób świadomy.

To oznacza to, że jeśli nie zatrzymam się, nie przyjrzę się swoim myślom i przekonaniom – to one będą kierowały moim życiem (nieświadomie). Dlatego dziś uczę się codziennie, jak włączać System 2- jak nie dawać wiary każdej automatycznej myśli. Jak nie dać się porwać lękowi tylko dlatego, że tak nauczyłam się reagować. Bo czasem to nie sytuacja jest stresująca, tylko moja opowieść o tej sytuacji.


A słowa?

Zaczęłam zauważać też coś jeszcze. Słowa, których używam – czy to w rozmowie, czy w myślach – odbijają się od rzeczywistości jak echo. Czasem wracają w postaci doświadczeń, które tylko potwierdzają to, co powiedziałam wcześniej. I zaczęłam zadawać sobie pytanie: “Czy ja właśnie tworzę swój świat tą jedną myślą?”

Zauważyłam, że to, co ktoś do mnie mówi- szczególnie jeśli to osoba, której ufam- ma w sobie moc programowania, jeśli nie jestem czujna. Dlatego dziś, gdy coś mnie poruszy lub zaboli, najpierw to badam. Nie przyjmuję wszystkiego automatycznie. Pytam siebie: “Dlaczego to do mnie dotarło? Jaką prawdę lub nieprawdę mi to pokazuje?” I przede wszystkim .. czy mogę być autentyczna przy tej osobie, czy może z jakiegoś powodu się jej, np boję i jeśli tak- to kogo na nią projektuję?

Nie wierzę już ślepo w słowa- i przede wszystkim zdaje sprawę sobie z ich mocy. Czy są z lęku, czy z duszy? Bo jak się okazało, przez nasze słowa i myśli budujemy własną.. makietę. A potem- nieświadomi – zaczynamy w niej żyć. Wszystko, co nas otacza, staje się wtedy odbiciem tego, co mamy w środku.


ODZYSKIWANIE WŁADZY NAD EMOCJAMI

Zaczynamy odkrywać, że nasze ciało i emocje mają głos. I że myśli nie są tylko umysłem- są połączone z ciałem, przekonaniami, historią i tym, jak reagujemy na świat. Czasem nie da się wszystkiego wyjaśnić naukowo, ale można to poczuć. To prawda ucieleśniona.

Zbyt długo uczono nas, że emocje są “nieprofesjonalne”, a duchowość to “myślenie magiczne”. A przecież intuicja, ciało, podskórne reakcje – to wszystko są systemy ostrzegawcze i drogowskazy. Nie jesteśmy tylko biologią, ale też świadomością. To, co myślimy, wpływa na ekspresję naszych genów i na to, jak ciało się regeneruje, choruje i zdrowieje.

Placebo I nocebo- tak już na koniec

Myśli mają moc i ..mogą leczyć. Efekt placebo i nocebo- to potwierdzają.

Placebo to zjawisko, w którym pozytywne oczekiwania wobec neutralnej substancji (np. cukrowej tabletki) wywołują realne zmiany w ciele. Badania pokazują, że pacjenci przyjmujący placebo mogą odczuwać poprawę objawów, zmniejszenie bólu, a nawet poprawę markerów zapalnych -mimo że nie otrzymali substancji czynnej.

Co ważne: mózg nie “udaje” tej reakcji. Pod wpływem przekonania, że “otrzymuję lek”, organizm potrafi sam wytwarzać endorfiny (własne opioidy), aktywować szlaki dopaminowe i uruchamiać układ przywspółczulny. Innymi słowy – ciało odpowiada na informację, nie tylko na chemię.

W słynnym badaniu z lat 70., pacjentom podawano placebo zamiast morfiny po zabiegu usunięcia zębów mądrości. Wielu z nich poczuło ulgę. Gdy następnie podano im nalokson – lek blokujący działanie opioidów – efekt przeciwbólowy zniknął. To znaczy, że mózg sam wyprodukował endorfiny, wierząc, że dostaje lek.

Nocebo – myśli mogą szkodzić

Nocebo to “ciemna strona placebo” – sytuacja, w której negatywne oczekiwania wywołują realne pogorszenie samopoczucia. Jeśli Klient obawia się skutków ubocznych leku, suplementu, pożywienia – może ich rzeczywiście doświadczyć, nawet jeśli dostał neutralną substancję.

Już w latach 40. Walter Cannon (ten sam, który opisał reakcję “walcz lub uciekaj”) zauważył, że ludzie, którzy wierzyli w moc klątwy lub voodoo, potrafili umrzeć bez fizycznej przyczyny- jedynie z powodu przekonania o rychłej śmierci.

Jedno z najbardziej znanych badań nocebo pochodzi z Japonii (1962)- lubię ten przykład opowiadać na konsultacjach (pewnie wiele moich Klientów tu się uśmiechnie). Dzieci uczulone na bluszcz potarto liściem- ale tylko jedno ramię, mówiąc, że to nie bluszcz. Drugie potraktowano nieszkodliwym liściem- ale powiedziano dzieciom, że to jest właśnie bluszcz. Wysypka pojawiła się… na ramieniu z “fałszywym” liściem- tam gdzie dzieci myślały, że to bluszcz, a nie tam gdzie tak naprawdę fizycznie on był. Ciało zareagowało na przekonanie!

Na koniec- prawdziwy koniec

Przekonania to głęboko zakorzenione schematy poznawcze: uproszczone wnioski na temat siebie, świata i innych ludzi, które powstają na bazie doświadczeń. Mogą mieć charakter wspierający (“mam wpływ”, “ludzie chcą pomóc”) lub ograniczający (“świat jest wrogi”, “choroba to kara”).

W psychodietetyce często spotykamy przekonania typu:

  • Nigdy nie dam rady schudnąć
  • Muszę być idealna, bo inaczej nie zasługuję na zdrowie
  • Choroba to moja wina
  • Dieta to kara
  • Z jedzeniem zawsze przegrywam

Zmiana przekonań to jedno z najskuteczniejszych narzędzi pracy psychodietetycznej – i podstawowy warunek trwałej zmiany.


Dedykacja

Ten artykuł dedykuję wszystkim, którzy niosą ze sobą twardą skorupę. Tym, którzy przez całe życie uczyli się chronić – myślami, ciałem, reakcjami. Których system nerwowy nie znał innej opcji niż czujność. Tym, których ciało nauczyło się przetrwania, ale nie miało przestrzeni, by nauczyć się bezpieczeństwa.

Wiem, że proces zmiany nie zawsze jest szybki. Że czasem potrzeba więcej czasu, więcej łagodności, więcej cierpliwości. Wiem, że zaufanie nie pojawia się natychmiast. Ale wiem też, że pod tą skorupą jest ogromna mądrość, siła i wrażliwość. I że to właśnie Wy, najczęściej, przechodzicie najgłębsze transformacje, gdy tylko poczujecie, że można inaczej.

Wierzę, że ten artykuł – o myślach, o przekonaniach – może być dla Was pierwszym (albo kolejnym) krokiem w stronę siebie.

PRZEKONANIE OGRANICZAJĄCE PRZEKONANIE WSPIERAJĄCE REAKCJA W CIELE
“Świat jest wrogi i niebezpieczny” “Świat jest miejscem, w którym mogę się uczyć i rozwijać” napięcie mięśni, płytki oddech, czujność → rozluźnienie, głęboki oddech, poczucie otwartości
“Nie można nikomu ufać” “Potrafię rozpoznać ludzi, przy których jestem bezpieczna”zaciśnięta szczęka, spięte barki → miękkość w twarzy, poczucie ugruntowania
“Muszę zasłużyć na miłość”“Zasługuję na miłość, bo istnieję”spięcie w brzuchu, wysoka czujność → ciepło w klatce piersiowej, odprężenie
“Muszę być idealna, by mnie zaakceptowano” “Jestem wystarczająca taka, jaka jestem”napięcie karku, gonitwa myśli → lekkość w głowie, wyciszenie
“Zawsze zawalam i w końcu się poddam”“Każdy błąd to informacja, co mogę zmienić”ciężar na klatce piersiowej → przestrzeń w oddechu, gotowość
“Ciało mnie zawodzi, nie mogę na nie liczy攓Moje ciało robi, co może, by utrzymać mnie przy życiu”frustracja, napięcie brzucha → czułość wobec ciała, spowolnienie
“Nie mam silnej woli”“Uczę się rozumieć, czego potrzebuję naprawdę”zaciśnięty żołądek, lęk → ukojenie, wewnętrzny kontakt
„To wszystko przez jedzenie” „To, jak jem, mówi mi o tym, co czuję i czego mi brak.” napięcie w jamie brzusznej, obwinianie → ciekawość, łagodność
“Zawsze tak miałam, to się nie zmieni”“Każdy dzień to szansa, by spróbować inaczej”stagnacja, brak energii → mikroruch, motywacja do małych kroków
“Nie umiem się kontrolowa攓Potrafię stopniowo tworzyć warunki, które mnie wspierają” przyspieszony puls, wstyd → spokój, poczucie wpływu
“Zawsze wracam do starych nawyków” “Mam prawo próbować wiele razy, aż znajdę swoją drogę”napięcie w żołądku, przygaszenie → rozluźnienie, współczucie

6 odpowiedzi na “Myśli mają moc”

Dedykacją sie wzruszyłam ✨️☀️
Wydrukuje ten wpis ,lubie mieć na papierze wszystko ???? wpisy na instagramie przepisuje do zeszytu ????

Też kocham papier! on pozwala słowom naprawdę wybrzmieć.
Cudownie wiedzieć, że moje teksty wędrują do Twojego zeszytu… To dla mnie ogromny komplement. Dziękuję, że dajesz im drugie życie poza ekranem:)

Na poziomie rozumu – rozumiem. Na poziomie ciała jestem spięta. Chyba najtrudniej przejść z rozumienia do czucia ciała. Do odczarowania czucia, choć tak jak piszesz – to nie magia, a masa pracy nad sobą.

Dziękuję Ci za to szczere podzielenie się; bardzo to rozumiem:). Przejście z poziomu rozumienia do czucia ciała to naprawdę proces. Czasem wydaje się, że “już wszystko wiem”, a ciało wciąż trzyma swoje- bo ono zapamiętuje na swój sposób.
Myślę, że to proces na całe życie i ..praktyka czyni mistrza:). Ja nadal uczę się tego codziennie.
Ogromna wartość, że to widzisz ???? i że stajesz w takiej prawdzie z tym, mega dzięki za ten komentarz, jest taki uczciwy i świadomy

Ale się wzruszyłam, z resztą jak przy większości Twoich artykułow z działu Psyche. Wydaje mi się, że Twoje doświadczenia są bardzo podobne do moich i że dzięki pracy i zrozumieniu uda mi się usiągnąć spokój ducha.

Dzisiaj mnie zatrzymało, by zatrzymać się kiedy słyszymy zdania na nasz temat, które mogą nas programować. Ja na przykład mam tak, że chłonę głównie to co usłyszę o sobie negatywne(nurzam się w tym i rozpamiętuję) , a w to dobre nie mogę uwierzyć, myślę sobie, że ktoś mówi mi to z litości.

Hehe słowa mają moc – przeczytałam ten komenatrz i chciałam poprawić kilka zdań “np. uda mi się osiągnąć spokój ducha” – brzmi tak trochę jakbym nie wierzyła, że to osiągnę. Przyjrzę się swojejmu językowi.

Nie chcę się powtarzać, ale Twoje artykuły są takie głębokie, dopracowane, profesjonalne, a jednocześnie pełne czułości, empatii, akceptacji i zrozumienia.

Dziękuję za Twoje słowa <3 I cieszę się niezmiernie, że docierają do Ciebie moje artykuły. I że nie tylko czytasz, ale próbujesz- bo to jest miejsce, w którym zaczyna się realna zmiana; ale fajnie 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *