Słowem wstępu
W pracy z kobietami coraz częściej zauważam, że język mitów pomaga opowiedzieć o doświadczeniach, które trudno uchwycić samą psychologią czy biochemią. Jestem wdzięczna Jungowi i jego następczyniom, za ten kierunek, który łączy kilka moich pasji. Wiele klientek, kiedy zaczynamy rozmawiać o archetypach bogiń, nagle zaczyna rozpoznawać w tych historiach fragmenty własnego życia. Okazuje się, że opowieści sprzed tysięcy lat potrafią niezwykle trafnie opisać współczesne emocje, konflikty wewnętrzne i relacje.
Zawsze powtarzam przy kolejnym poście z nowym archetypem, że żadna kobieta nie jest tylko jedną boginią (ale -jest boginią-to każda :)). Każda z nas nosi w sobie kilka różnych jakości i wzorców, które mogą ujawniać się w różnych momentach życia. Analogicznie jest z mężczyznami – oni również odnajdują w sobie różne archetypy i role, które zmieniają się wraz z doświadczeniem, wiekiem i poziomem świadomości. Archetypy nie są więc sztywnymi etykietami, lecz raczej mapą wewnętrznych możliwości, które mogą się w nas rozwijać lub pozostawać w cieniu. Niektóre dominują w nas w określonym momencie życia, często z powodów, które dopiero z czasem zaczynamy rozumieć.
Dlatego historie mitologiczne z różnych kultur tak często brzmią znajomo. Niezależnie od tego, czy sięgamy do mitologii greckiej, rzymskiej, mezopotamskiej, czy do dawnych mitów słowiańskich, nordyckich lub egipskich, odnajdujemy podobne motywy: matkę i córkę, zejście do podziemi, utratę i powrót, przemianę, inicjację. Psychologia analityczna Carla Gustava Junga nazywa te powtarzające się motywy archetypami – uniwersalnymi wzorcami doświadczenia ludzkiego, które pojawiają się w mitach, baśniach i opowieściach na całym świecie. A wielu z nas kocha opowieści, mity i bajki; one często miały swoją ukrytą rolę edukacyjną. Dlaczego mitologia grecka? Okazuje się, że większość z nas ją zna. Smutno jest mi, że mało kto miał mitologie słowiańską w szkole. Ale jak tylko czasu mi starczy, na pewno kiedyś ją przywołam tutaj na blogu.
Można powiedzieć, że mity są symbolicznym językiem, którym ludzkość od wieków opowiada o własnej psychice. Nie chodzi więc o dosłowne personifikacje bogiń i bogów, lecz o pewne wzorce ludzkiego doświadczenia, które powracają w różnych kulturach i epokach.
Patrzenie na siebie poprzez archetypy ma jedną ważną zaletę- uczy łagodności wobec własnych sprzeczności. Zamiast oceniać się surowo za swoje emocje czy zachowania, możemy zobaczyć je jako część większej historii, która w każdym z nas rozgrywa się na różne sposoby.
Dzięki temu łatwiej zaakceptować, że w różnych momentach życia mogą dominować w nas różne jakości. Czasem potrzebujemy energii Ateny – jasności umysłu, strategii i niezależności. Innym razem bliższa jest nam Artemida (Diana)- dzika, wolna i idąca własną drogą, wspierająca kobiety. Zdarza się też, że przez długi czas żyjemy w archetypie Demeter, troszcząc się o innych i organizując wokół siebie życie rodziny czy wspólnoty.

Są też kobiety, które przez wiele lat pozostają w archetypie Persefony– młodej dziewczyny poszukującej bezpieczeństwa, przewodnictwa i potwierdzenia swojej wartości. W takiej sytuacji łatwo jest przykładowo szukać “swojej Demeter” (opiekunki, matki) w innych kobietach z “autorytetem”- jak mityczna córka swoją matkę. Do tego wątku wrócę jeszcze poniżej, ponieważ jest on niezwykle ważny w kontekście relacji między kobietami i często pojawia się w historii moich klientek.
Archetypy przypominają nam więc o czymś bardzo istotnym: nasze historie nie są stałe. Zmieniamy się, dojrzewamy, przechodzimy przez kolejne etapy życia i świadomości. Nikt nie jest tylko Ateną, tylko Artemidą czy tylko Demeter. Każda z nas może w różnych momentach odkrywać w sobie inne jakości- a czasem także ich cień. Nasz rozwój, pomaga nam pewne cechy zbalansować.
I właśnie o jednym z takich archetypów- Demeter, bogini matki i opiekunki -chciałabym opowiedzieć w tym artykule.
Są kobiety, które przez lata żyją tak, jakby ich istnienie miało sens tylko wtedy, gdy ktoś ich potrzebuje. To one pamiętają, przewidują, organizują, wspierają, łagodzą napięcia i podtrzymują życie rodzinne, emocjonalne, a często także zawodowe. Zwykle są odpowiedzialne, empatyczne, wyczulone na potrzeby innych i przyzwyczajone do tego, że to właśnie na nich wiele się opiera. Pamiętają o wizytach lekarskich dzieci, pomagają rodzicom, wspierają partnerów, rozwiązują konflikty i starają się sprostać codziennym obowiązkom, często nie zauważając, jak bardzo oddalają się od samych siebie.
Po pewnym czasie ciało zaczyna jednak wysyłać sygnały, że ten sposób funkcjonowania ma swoją cenę. Pojawia się przewlekłe zmęczenie, zaburzenia snu, problemy hormonalne, choroby autoimmunologiczne, zaburzenia trawienia, lęk albo poczucie przeciążenia. W wielu przypadkach nie jest to wyłącznie kwestia diety czy stylu życia, lecz głęboko zakorzenionego wzorca psychologicznego, który psychologia jungowska opisuje jako archetyp Demeter – archetyp matki, opiekunki i żywicielki.
Dlaczego Demeter?
Demeter w mitologii greckiej była boginią zbóż i płodności, tą, która troszczy się o wzrost i życie. Najważniejszą relacją w jej micie jest jednak więź z córką, Persefoną. Gdy Persefona zostaje porwana do podziemi przez Hadesa, Demeter pogrąża się w rozpaczy i przestaje troszczyć się o ziemię. W efekcie świat obumiera, plony przestają rosnąć, a ziemia pogrąża się w zimie. Ten mit bywa interpretowany jako opowieść o cyklu natury, ale w psychologii często rozumiany jest jako opis pewnego uniwersalnego doświadczenia kobiecego- momentu, w którym kobieta odkrywa, że jej życie zostało całkowicie zbudowane wokół opieki nad innymi.
Matka wielu osób
Demeter jest archetypem kobiety, której naturalną potrzebą jest troska o innych. Jej siłą jest empatia, wrażliwość i zdolność do opieki. Często odnajduje poczucie spełnienia w dawaniu wsparcia, tworzeniu bezpiecznej przestrzeni i dbaniu o tych, którzy są wokół niej. Symbolicznym obrazem tego archetypu jest matka karmiąca dziecko.
Kobieta o silnym archetypie Demeter często odnajduje się w rolach opiekuńczych – bywa nauczycielką, przedszkolanką, pielęgniarką, terapeutką, opiekunką czy osobą, do której inni przychodzą po pomoc. Nierzadko staje się kimś w rodzaju „matki wielu osób”, nawet jeśli nie ma własnych dzieci. Jej naturalnym odruchem jest podtrzymywanie życia i troska o dobro innych.
Warto też powiedzieć coś, co dziś w Polsce jest bardzo widoczne: archetyp Demeter nie ma łatwej przestrzeni do istnienia. Jest odbierany skrajnie różnie. Z jednej strony wciąż żyjemy w kulturze, która przez pokolenia budowała obraz kobiety jako tej, która ma być opiekunką, strażniczką domu, osobą odpowiedzialną za dobro innych. Z drugiej strony coraz częściej pojawia się reakcja odwrotna – silna potrzeba odcięcia się od wszystkiego, co przypomina poświęcenie, zależność czy rolę matki. W rezultacie Demeter bywa dziś albo idealizowana, albo gwałtownie odrzucana. Tymczasem archetypy rzadko działają w tak prosty sposób. W rzeczywistości chodzi raczej o równowagę między dawaniem, a zachowaniem własnej tożsamości– o czym będzie ten artykuł.
Demeter nie jest problemem. Problemem staje się dopiero wtedy, gdy jej energia zostaje zamknięta w jednym kierunku- w poświęceniu bez granic albo w całkowitym odrzuceniu potrzeby więzi. Ale o tym później.
Matka ..Natura
Demeter to także archetyp kobiety, która karmi i daje poczucie bezpieczeństwa. Symbolicznie reprezentuje Matkę Naturę – tę część świata, która pozwala życiu rosnąć, dojrzewać i odnawiać się w cyklach. Ich sposób wyrażania miłości to opieka i karmienie.
W szerszym sensie Demeter jest energią podtrzymywania życia. To ona zasiewa, pielęgnuje, chroni i pozwala roślinom wzrastać. Dlatego w wielu kulturach archetyp ten był łączony z płodnością ziemi, rytmem pór roku i cyklem narodzin oraz dojrzewania. Można powiedzieć, że Demeter symbolizuje także zdolność kobiety do tworzenia przestrzeni, w której inni mogą rosnąć; fizycznie, emocjonalnie i duchowo.
Często to właśnie takie kobiety instynktownie czują, że:
- jedzenie jest formą troski
- dom może być miejscem regeneracji
- wspólny stół buduje więzi.
W ich obecności inni ludzie często doświadczają czegoś bardzo pierwotnego: poczucia, że ktoś się nimi opiekuje i że mają gdzie wrócić.
Bo w najgłębszym sensie archetyp Demeter przypomina nam o czymś bardzo prostym, ale fundamentalnym – że życie rozwija się najlepiej tam, gdzie jest pokarm, ciepło, rytm i troska.
Matka nieugięta
Kiedy chodzi o dobro dziecka, Demeter potrafi być niezwykle silna i nieustępliwa. Ten archetyp daje kobietom: ogromną determinację, cierpliwość, wytrwałość, zdolność walki o dzieci.
Przykładem są matki, które walczą jak lwice o prawa swoich dzieci, nawet przeciwko instytucjom czy systemowi.
Cień archetypu – nadopiekuńczość
Cieniem archetypu Demeter jest zazwyczaj nadmierne poświęcenie i często utrata własnej tożsamości. U takich osób, gdy dzieci dorastają i odchodzą, pojawia się pustka egzystencjalna. Badania pokazują, że szczególnie podatne na depresję są kobiety, które: całkowicie poświęciły się dzieciom, nie rozwijały własnych pasji, nie miały własnej drogi.
Najbardziej dramatycznym aspektem archetypu jest żałoba matki po utracie dziecka lub po utracie roli, która przez lata była centrum jej życia. W takich sytuacjach kobieta może pogrążyć się w głębokim smutku, a czasem wręcz utracić poczucie sensu istnienia. To psychologiczny odpowiednik mitu o Demeter, która w rozpaczy przestaje troszczyć się o ziemię, a świat pogrąża się ..w zimie.
W gabinecie spotykam kobiety, które przez wiele lat funkcjonowały wyłącznie w roli opiekunki, matki, osoby odpowiedzialnej za wszystkich wokół. Kiedy ta rola nagle się zmienia – ciało, układ nerwowy – reagują bardzo silnie. Niektóre z tych kobiet trafiają do mnie już po wielu latach leczenia farmakologicznego. Zazwyczaj mają powyżej 50 lat. Zdarza się, że od dziesięciu czy piętnastu lat przyjmują leki z grupy SSRI lub inne preparaty przeciwdepresyjne. Często nie podejmują się terapii ani samopoznania.
Zazwyczaj towarzyszą temu przewlekłe objawy, które pokazują, jak głęboko taki wzorzec wpływa na psychikę i ciało. Wśród najczęstszych obserwowanych przeze mnie trudności pojawiają się między innymi:
- przewlekłe zmęczenie i poczucie wyczerpania
- zaburzenia snu
- obniżony nastrój lub depresja
- zaburzenia lękowe
- utrata poczucia sensu życia
- poczucie pustki, gdy nie ma już kogo ratować lub wspierać
- trudność w podejmowaniu decyzji dotyczących siebie; czasem niestety – we mnie poszukiwanie córki, albo matki
- zaburzenia hormonalne
- choroby autoimmunologiczne
- problemy trawienne i jelitowe
- napięcie w ciele i chroniczny stres, migreny i zawroty głowy.
Czasem te osoby -sens życia – przekierowują na wnuków. Co pomaga im funkcjonować “jako tako” w starym wzorcu. W takich momentach cień Demeter staje się bardzo wyraźny; zwłaszcza kiedy całe życie zostało zbudowane wokół opieki nad innymi.
Najbardziej spektakularną zmianę widziałam u osoby, która przez około piętnaście lat przyjmowała leki z grupy SSRI. Schodziłyśmy z nich bardzo powoli, etapami, z dużą uważnością na ciało, emocje i gotowość układu nerwowego. Cały czas w kontakcie z psychiatrą. Tutaj – z mojej strony – ważną rolę odegrało wsparcie wątroby i woreczka żółciowego, poruszenie zastoju gorzkimi ziołami. W tym procesie ważne okazało się nie tylko wsparcie biologiczne i psychiczne, ale również praca duchowa. Ta osoba przez lata żyła wyłącznie dla innych, była skrajnie przeciążona, jakby całkowicie odcięta od własnego centrum, i dopiero wielopoziomowe podejście pozwoliło jej zacząć wracać do siebie.
Dzieciństwo Demeter
Archetyp Demeter może objawić się bardzo wcześnie, czasem już u małej dziewczynki – nawet w wieku 9-10 lat. Jedna z moich klientek, dodatkowo mama mojej innej klientki, opowiadała mi kiedyś, że jej córka od najmłodszych lat mówiła, że chce mieć dużo dzieci. Nie była to jedynie dziecięca fantazja, lecz bardzo silne, powracające pragnienie bycia mamą. Co ciekawe, wiele lat później trafiła do mnie już jako dorosła kobieta z ogromną potrzebą macierzyństwa, która była widoczna nie tylko w jej opowieściach… ale także w wynikach badań. Można by powiedzieć pół żartem, pół serio, że jej gospodarka hormonalna wyglądała niemal tak, jakby ciało przygotowywało się do ciąży JUŻ. Progesteron był podwyższony w sposób, który przypominał stan gotowości organizmu na przyjęcie życia. A jednak w tamtym czasie ciąża nie była możliwa, co dla kobiety z tak silnym pragnieniem macierzyństwa musiało być doświadczeniem niezwykle trudnym. Ciało wysyłało jeden sygnał, ale równolegle obecny był też inny konflikt: wysokie androgeny, podwyższona beta-glukuronidaza i słabsza detoksyfikacja wątrobowa. Jakby jedna część organizmu mówiła “jestem gotowa”, a druga wciąż pozostawała w biologicznym napięciu i braku równowagi. Z czasem jednak, kiedy udało się wesprzeć te obszary, przyszła także ciąża.
To fascynujące, jak silnie nasza biochemia potrafi być powiązana z naszymi wewnętrznymi wzorcami psychicznymi, narracją o sobie i głębokimi pragnieniami, które często wykraczają poza świadome decyzje. I to właśnie jest ten archetyp; w przypadku Demeter – jest to ta energia opiekowania się życiem, karmienie innych. Czasem pojawia się ona bardzo wcześnie i staje się jednym z centralnych motywów tożsamości.
Z perspektywy biologii nie jest to wcale tak zaskakujące, jak mogłoby się wydawać. Nasze ciało nie funkcjonuje w oderwaniu od psychiki. Układ hormonalny, układ nerwowy i emocje tworzą jeden wspólny system regulacji. To, co przeżywamy psychicznie, często znajduje swoje odbicie w fizjologii – a to, co dzieje się w ciele, wpływa z kolei na nasze odczucia i wybory. Dużo o tym piszę na moim blogu. Dzięki ludziom – to wszystko doświadczam. A że kocham ludzi – to jest to dla mnie niezwykle interesujące. Każdy ze swoim “zlepkiem” archetypów – jest po prostu wyjątkowy i taki jaki ma być.
Relacja z Rodzicami
Archetyp Demeter jest silnie związany z relacją z matką. W micie: Demeter jest córką Rei, wnuczką Gai, czyli Matki Ziemi. Symbolizuje więc linię kobiecej płodności i opieki.
Jednocześnie w micie pojawia się ważny motyw: mężczyźni (Zeus, Kronos) nie chronią dzieci. To może tworzyć w psychice kobiety: silną identyfikację z matką, słabszą więź z ojcem, poczucie, że to matka musi chronić dzieci przed światem. Często małe Demeter doświadczają obrazów, które to przekonanie wzmacnia.
Z takiego układu bardzo łatwo rodzi się pewien psychologiczny wzorzec. Jeśli kobieta od wczesnych lat uczy się, że bezpieczeństwo zależy przede wszystkim od kobiety – matki, może stopniowo przejmować coraz więcej odpowiedzialności za innych. Troska staje się wtedy nie tylko naturalnym odruchem serca, lecz także sposobem regulowania lęku i utrzymywania kontroli nad rzeczywistością.
Właśnie w tym miejscu archetyp Demeter zaczyna ujawniać swój cień.
Nadopiekuńczość
Zobaczcie jak to wszystko tłumaczy mechanizmy, które od młodych lat buduje kobieta z archetypem Demeter.
Współczesna psychologia opisuje cień Demeter poprzez pojęcia nadopiekuńczości i współuzależnienia. W takim układzie poczucie własnej wartości zaczyna być zależne od tego, czy ktoś nas potrzebuje. Pomaganie staje się sposobem regulowania emocji i utrzymywania relacji, a jednocześnie trudno jest stawiać granice lub wyrażać złość, ponieważ zagrażałoby to obrazowi “dobrej osoby”. Wiele kobiet funkcjonujących w tym schemacie ma ogromną trudność z odmową, bierze na siebie zbyt wiele obowiązków i tłumi własne potrzeby, często nie zdając sobie sprawy, że z czasem prowadzi to do przeciążenia psychicznego i fizycznego.
Co ciekawe, psychologia zwraca uwagę na jeszcze jeden element tego wzorca – tłumioną złość. Kobiety wychowywane w przekonaniu, że powinny być dobre, pomocne i wyrozumiałe, często nie pozwalają sobie na otwarte wyrażanie gniewu. Zamiast tego pojawia się napięcie, zmęczenie, wycofanie, a czasem zachowania określane jako bierna agresja. Niektóre nurty psychologiczne mówią wręcz, że depresja bywa złością skierowaną do środka, szczególnie wtedy, gdy przez lata nie było przestrzeni na jej świadome wyrażenie. To bardzo ciekawe i kto wie, może to tłumaczy w pewien sposób samopoczucie moich Klientek, tutaj by musiał nam podpowiedzieć ktoś kto w tym się specjalizuje. W każdym razie mamy pewien wzorzec:
Demeter = troska
cień Demeter = nadopiekuńczość + tłumiony gniew
Dawać, dawać i dawać.. ale z czego?
W swojej pracy często spotykam kobiety, które przez wiele lat funkcjonowały właśnie w taki sposób. Tak, jak już wiemy, ich codzienność wypełniana jest troską o innych. A z czasem przychodzi rachunek. Pojawia się zmęczenie, spadek energii, napięcie w ciele, problemy zdrowotne. W takich historiach często wraca pytanie: co właściwie daje osoba, która przez lata żyje ponad siebie, i komu naprawdę służy jej energia? Dopiero z czasem można zobaczyć, że cena takiego funkcjonowania bywa bardzo wysoka: zmęczenie, tłumiona złość, poczucie niesprawiedliwości i niewypowiedziane oczekiwanie, że inni w końcu sami zauważą nasze potrzeby. Nadmierne dawanie rzadko jest bowiem czystą troską; często splata się także z potrzebą bycia potrzebną, z lękiem przed odrzuceniem albo z nadzieją, że miłość wróci do nas w formie domyślności i wdzięczności.
Zmiana zaczyna się wtedy, gdy człowiek odważy się to zobaczyć i dzień po dniu uczy się innego sposobu kochania, dawania i chronienia własnej energii <3.
Jeden z nauczycieli buddyzmu tybetańskiego powiedział kiedyś, że kiedy funkcja jest właściwa, działanie staje się właściwe. Kiedy coś jest na swoim miejscu, nie trzeba już niczego na siłę kontrolować.
W naukach Rinpocze bywa to tłumaczone tak:
- gdy umysł jest na właściwym miejscu, działanie staje się właściwe
- gdy rola jest zgodna z naturą, nie trzeba wymuszać działania
- kiedy energia nie jest pomieszana, rzeczy działają same.
Gdy Demeter próbuje być wszystkim naraz: matką, strażniczką, organizatorką i kontrolującą – pojawia się napięcie. Kiedy jednak każdy aspekt psychiki wraca na swoje miejsce, życie i zdrowie zaczyna znów płynąć naturalnie.
Dawca i biorca

Demeter daje, bo w dawaniu czuje sens, wpływ, potrzebność i miłość. Biorca bierze, bo system już go tego nauczył: że obok tej osoby może mniej, wolniej, mniej odpowiedzialnie. Z czasem obie strony zaczynają podtrzymywać ten sam układ.
“Potrzeba bycia potrzebnym może stać się silnym uzależnieniem” (Gabor Mate)
W psychologii rodzinnej Bowena istnieje na to trafne pojęcie: overfunctioning / underfunctioning reciprocity, czyli wzajemność, w której jedna osoba “funkcjonuje za bardzo”, a druga “za mało”. Im bardziej jedna strona przejmuje odpowiedzialność, tym bardziej druga może oddawać sprawczość. W ten sposób powstaje układ, który chce przetrwać dokładnie w tej samej formie: z jedną osobą silną, czującą za wszystkich, i z innymi, którzy mniej lub bardziej świadomie ustawiają się wokół niej jak wokół źródła zasilania.

Widać to nie tylko w rodzinach, ale też w instytucjach, środowiskach zawodowych czy marketingu. Co ciekawe, im więcej jedna osoba bierze na siebie, tym łatwiej całemu systemowi wycofać się z własnej odpowiedzialności. Dlatego ratownik (więcej pisałam o Ratowniku w poście o Trójkącie Karpmana) bywa figurą paradoksalną: ocala to, co ważne, ale jeśli działa bez pytania, bez współpracy, bez słuchania i bez zrozumienia drugiej strony, może nieświadomie utrwalać układ, który bez jego interwencji musiałby się rozpaść albo dojrzeć do zmiany.
Dawca daje, ale nie jest studnią bez dna. Jeśli nie nauczy się brać świadomie – odpoczynku, wsparcia, granic, czasu i wzajemności – zacznie brać nieświadomie: przez pretensję, zmęczenie, chorobę, bierną agresję albo potrzebę bycia niezastąpioną. Z kolei biorca również nie jest w takim układzie bierny. Jeśli relacja ma pozostać żywa, musi pojawić się odpowiedzialność, wdzięczność, inicjatywa i gotowość do własnego wzrostu. Inaczej więź zamienia się w układ podtrzymywanej zależności.
Moja mentorka powiedziała mi kiedyś coś, co długo we mnie pracowało: świadomy dawca może być nieświadomym biorcą, a świadomy biorca – nieświadomym dawcą. Dziś widzę, jak bardzo to prawdziwe. Dawca, oprócz tego, co daje na zewnątrz, może brać z relacji uwagę, wpływ, wdzięczność, kontrolę i potwierdzenie własnej wartości. Biorca natomiast może dawać coś równie cennego: uwagę, zależność, lojalność, a nawet władzę nad sobą. Oddając odpowiedzialność za swoje decyzje, oddaje też część własnej dorosłości.
Dlatego w wielu relacjach nie mamy do czynienia z prostym podziałem na tego, kto tylko daje, i tego, kto tylko bierze. Częściej jest to złożony układ wymiany, w którym obie strony -mniej lub bardziej świadomie – karmią system na różne sposoby.
Świadomość tych zależności była dla mnie momentem przełomowym. Pomogła mi zrozumieć, jak ważne jest chronienie własnej energii, szczególnie w pracy z ludźmi. Z czasem nauczyłam się różnicy między dawaniem z wewnętrznej obfitości a dawaniem, które jest próbą udowodnienia czegoś sobie albo światu. Prawdziwe wsparcie rodzi się z miejsca, w którym człowiek najpierw potrafi zadbać o własne źródło.
Saint Germain mówił, że prawdziwa duchowa dojrzałość zaczyna się wtedy, gdy człowiek zaczyna świadomie wybierać, gdzie oddaje swoją energię życiową. Zdrowa relacja zatem opiera się na przepływie energii w obie strony. Ja zawsze do tego dążę.
Dlatego w pracy z archetypem Demeter tak ważne staje się pytanie o granice i o świadomość własnej energii. Troska o innych jest piękną jakością, ale dopiero wtedy, gdy nie odbywa się kosztem własnego zdrowia, autonomii i życiowej równowagi.
Ostatnio jedna z moich Klientek zadała mi takie ciekawe pytanie? (Sama mierzyła się z tym, że często zamiast słuchać siebie, szukała Autorytetów na zewnątrz).
Czy Persefony szukają matki Demeter w innych kobietach?
Bardzo często tak. Zwłaszcza te, które dopiero uczą się brać odpowiedzialność za siebie i budować swoje własne Królestwa. Carl Jung zapewne by dodał, że tak, jeśli ich relacja z własną matką była:
- nadopiekuńcza, ale niedająca wolności,
- ciepła, ale pochłaniająca,
- opiekuńcza, ale kontrolująca,
- pełna troski, ale bez uznania odrębności.
Wtedy dorosła Persefona może szukać w innych kobietach:
- przewodniczki,
- Autorytetu,
- opiekunki,
- “tej, która wie lepiej”, “co ja bym bez Ciebie zrobiła”
- bezpiecznej matczynej energii.
Ale często .. nie szuka tylko ciepła. Szuka też:
- pozwolenia na istnienie,
- ochrony,
- regulacji emocjonalnej,
- potwierdzenia: “jesteś dobra, możesz zostać”.
Problem pojawia się wtedy, gdy Persefona nie szuka relacji, tylko substytutu matki. Wtedy łatwo wchodzi w układy, w których w zamian za opiekę oddaje własną autonomię – trochę jak w historii o Matce Chrzestnej: ktoś daje ochronę, ale ceną staje się zależność i lojalność. Więcej o Persefonie pisałam TU.
Gniew Demeter
W micie gniew Demeter jest ogromny – tak wielki, że “ziemia przestaje rodzić plony”. Ten obraz można odczytać także psychologicznie: tłumiona przez lata złość kobiety, która zawsze była tą odpowiedzialną i opiekuńczą, w końcu zatrzymuje przepływ życia w ciele. W medycynie naturalnej często widzimy wtedy napięcie w obszarze wątroby i woreczka żółciowego, dlatego tak ważne staje się wspieranie ich pracy poprzez ruch, wyrażanie emocji oraz zioła żółciopędne, takie jak mniszek, karczoch czy krwawnik. Więcej o woreczku poczytasz TU.
Być może dlatego tak wiele kobiet mówi mi w gabinecie coś zaskakującego: że w jakiś sposób boją się swojej matki, która ma archetyp Demeter i nie pracuje nad sobą (!). Nie zawsze chodzi o realną przemoc czy konkretne wydarzenia. Ale opowiadają mi, że w terapiach, w których biorą udział- koniec końców dochodzą do takiego wniosku. Często jest to raczej trudne do nazwania napięcie, które odczuwają na poziomie emocjonalnym lub – jak same mówią – energetycznym. Matka, która przez lata dźwigała odpowiedzialność za wszystko, może nieświadomie wytwarzać wokół siebie pole kontroli, troski i czuwania tak intensywne, że dla wrażliwej części psychiki dziecka staje się ono przytłaczające. Niektóre kobiety wspominają, że jako dzieci odbierały krzyk matki jak ..ryk, nie zwykły krzyk człowieka. Często to wspomnienie wraca dopiero po pracy z psychoterapeutą.
Zdarza się, że kiedy kobiety zaczynają rozpoznawać w sobie własną Persefonę – tę część, która chce odkrywać świat, wybierać własną drogę i doświadczać życia na własnych zasadach – pojawia się podświadomy lęk przed siłą Demeter. Nawet jeśli jej obok nie ma. Oczywiście nie chodzi o to, że Demeter jest zła, lecz dlatego, że jej energia jest ogromna i przez długi czas była w ich życiu dominująca.
Obecność Demeter – może jednocześnie jednak przypominać o sile, z którą trzeba się kiedyś skonfrontować, aby móc stać się w pełni sobą. Wiele z nas może mieć w sobie cząstkę Demeter i warto wiedzieć kiedy ona się uaktywnia i w jaki sposób. Pamiętacie?
Demeter = troska
cień Demeter = nadopiekuńczość + tłumiony gniew
Jak przywrócić równowagę?
Postawienie granic przez Demeter, nie jest jeszcze końcem tej drogi, lecz dopiero jej początkiem. Kobieta, która przez lata żyła głównie w roli tej, która daje, podtrzymuje, przewiduje i czuje za innych, samo wycofanie nadmiarowej energii z relacji bywa doświadczeniem niepokojącym.
Pojawia się wtedy pytanie: kim jestem, jeśli nie jestem już tylko potrzebna?
Właśnie w tym miejscu zaczyna się proces odzyskiwania siebie i własnej tożsamości; własnych potrzeb i własnego prawa do życia, które nie polega wyłącznie na opiece nad innymi.
W moim odczuciu – taka osoba może potrzebować wsparcia terapeutycznego. Z moich obserwacji, rozmów z osobami o tym aspekcie, jest to niezwykle warta Inwestycja.
Separacja i różnicowanie
Często ten proces (z moich obserwacji) zaczyna się bardzo subtelnie. Najpierw pojawia się zmęczenie dotychczasowym sposobem funkcjonowania, potem potrzeba zmiany, CHĘĆ DO ZMIANY (zawsze to osobno traktuje), a w końcu powolne odzyskiwanie przestrzeni dla siebie. Psychologia opisuje to jako proces separacji i różnicowania, czyli moment, w którym człowiek zaczyna budować swoją tożsamość niezależnie od roli, którą pełnił wobec innych.
W opowieści o Demeter pięknie to pokazuje druga część mitu, kiedy jej córka Persefona wraca z podziemi, a ziemia znów zaczyna rodzić plony, świat powoli wychodzi z zimy. W sensie symbolicznym oznacza to wg J.S. Bolen moment, w którym kobieta odzyskuje kontakt z częścią siebie, która wcześniej była ukryta lub pomijana. Z własnymi potrzebami, pragnieniami, ciekawością świata i życiem. Jednak aby mogło się to wydarzyć, również często Persefona musi stać się kimś więcej niż tylko córką swojej matki. Musi przejść przez doświadczenie oddzielenia i stać się odrębną, odpowiedzialną za siebie osobą. Dopiero wtedy możliwy jest powrót i przemiana relacji.
Właśnie wtedy ziemia zaczyna znowu rodzić.
Bez tego momentu oddzielenia świat pozostaje w zimie. W micie, Demeter w swojej rozpaczy zatrzymuje cykl życia, a ziemia przestaje wydawać plony. Nadopiekuńczość może więc paradoksalnie prowadzić do czegoś bardzo podobnego- do ciągłego działania, troski i czuwania, które jednak nie przynoszą prawdziwej obfitości. Powstaje coś na kształt ugoru.
Z zewnątrz wszystko wygląda na pełne zaangażowania i poświęcenia, ale pod powierzchnią zaczyna brakować przestrzeni dla samodzielności, ciekawości i życia, które mogłoby rozwijać się na własnych zasadach. Nadopiekuńczość można by było nazwać takim nadmiarem, formą miłości, która bardziej chroni niż pozwala rosnąć.
Demeter w cieniu próbuje prowadzić, podpowiadać, a czasem także mówić, jak należy żyć/kontrolować. I dopóki droga dziecka jest zgodna z jej wizją, relacja może wydawać się spokojna i harmonijna. Problem pojawia się wtedy, gdy Persefona chce pójść gdzie indziej. Kiedy wybiera inną ścieżkę, inny sposób życia, inne wartości. Wtedy zamiast wsparcia często pojawia się dezaprobata – subtelna lub bardzo wyraźna. Ten dobrze znany wielu ludziom moment, który psychologia nazywa dezaprobatą rodzicielską. To chwila, w której dziecko odkrywa, że bycie sobą może oznaczać utratę części akceptacji. A jednak właśnie przez ten moment przechodzi droga do dojrzałości.
Dopiero gdy Persefona staje się osobą oddzielną, zdolną do ponoszenia konsekwencji własnych wyborów, “nie jest przedłużeniem matki”, relacja między nią a Demeter może się przemienić. W micie to właśnie ten moment przywraca równowagę światu. Ziemia znów zaczyna rodzić plony. Cykl życia wraca na swoje miejsce.
Jakiś czas temu jedna z moich klientek, bardzo młoda kobieta 25lat, powiedziała mi coś, co zostało ze mną na długo. Brała leki z grupy SSRI od kilku lat i powiedziała: “Przynajmniej moja mama mówi, że teraz da się ze mną pogadać”. Uderzyło mnie nie tylko to zdanie, ale wszystko, co było pod nim.
Jakby miarą zdrowienia nie było to, czy ona mniej cierpi, czy lepiej czuje siebie, czy odzyskuje spokój, lecz to, czy stała się mniej trudna dla drugiej osoby. To był dla mnie ważny moment zatrzymania. Bo czasem właśnie tak wygląda cień Demeter: troska, która nieświadomie bardziej pragnie regulować, łagodzić napięcie w systemie i utrzymać więź, niż naprawdę spotkać się z odrębnością drugiego człowieka. Między prawdziwą ulgą a emocjonalnym dopasowaniem do oczekiwań otoczenia bywa ogromna różnica. Gdy utrzymanie więzi wymaga dopasowania się, własne potrzeby bardzo łatwo schodzą na dalszy plan.
Miłość warunkowa i nauka miłości bezwarunkowej
Właśnie tak działa miłość warunkowa: kocham cię, jeśli jesteś spokojna, jeśli mnie nie ranisz swoją odrębnością, jeśli nie komplikujesz mojego świata, jeśli pozostajesz blisko w takiej formie, która jest dla mnie wygodna.
Dojrzewanie Demeter polega jednak na czymś znacznie trudniejszym; na uczeniu się miłości, która nie odbiera drugiej osobie prawa do bycia sobą. Nie chodzi o obojętność, lecz o taką formę kochania, w której nadal jest ciepło, opieka i obecność, ale nie ma już przymusu kontrolowania, prowadzenia i zatrzymywania. Być może właśnie na tym polega najgłębsza przemiana tego archetypu: przejść od miłości, która chce chronić za wszelką cenę, do miłości, która potrafi także pozwolić żyć.
Miłość nie jest pragnieniem posiadania drugiej osoby, lecz radością z jej istnienia.
-Anthony de Mello
Stać się swoją dobrą matką
Zdrowienie Demeter zaczyna się wtedy, gdy jej wewnętrzna bogini przestaje być wyłącznie opiekunką innych, a staje się również opiekunką własnego wnętrza i zdrowia.
Demeter potrzebuje nauczyć się nowego rodzaju troski. Takiej, która pyta najpierw o siebie: czy naprawdę chcę się tym zająć, czy mam na to siłę, czas, przestrzeń, zasoby? Czy mogę poprosić kogoś o pomoc? To początek odzyskiwania wewnętrznej równowagi.
Podobnie dzieje się wtedy, gdy ktoś przekracza jej granice, rani ją lub przyzwyczaja się do tego, że ona zawsze wytrzyma więcej. Zdrowa Demeter nie przestaje być dobra, ale przestaje mylić dobroć z brakiem granic. Zaczyna rozumieć, że nikt nie ma prawa odbierać jej godności, spokoju ani życiowej energii, a aktem uzdrowienia bywa nie tylko rozpoznanie tej prawdy, lecz także odwaga, by ją wypowiedzieć. Powiedzieć w końcu co czuje.
Dojrzałość Demeter w moim odczuciu polega na tym, by przestała istnieć wyłącznie poprzez swoje funkcje.
Poznałam wiele osób z dominującym archetypem Demeter i wiele z nich naprawdę mnie inspirowało – zwłaszcza swoją konsekwencją, wytrwałością i zdolnością do działania mimo trudności. Warto brać z Demeter to, co nam służy: troskę, odpowiedzialność, cierpliwość i umiejętność tworzenia rzeczy trwałych. Na całą resztę nie zawsze mamy wpływ. Każda osoba sama musi zobaczyć swój cień, uznać jego koszt i dojść do momentu, w którym będzie gotowa coś zmienić. I może to nawet nigdy nie nastąpić. A może stać się jutro. Paradoksalnie zmiana następuje szybciej wtedy, gdy druga strona przestaje naciskać i daje przestrzeń do własnych wyborów. Tego uczy też mit Demeter – że czasem prawdziwa przemiana zaczyna się dopiero wtedy, gdy pozwolimy drugiej osobie pójść swoją drogą.
Polecajka książkowa:
“Odkrywanie wewnętrznej matki” Webster
“Boginie w każdej z nas” Jean Shinoda Bolen
