Kategorie
Wyróżnione

Trójkąt Karpmana: ofiara, ratownik, kat i droga do sprawczości

Trójkąt Karpmana (trójkąt dramatyczny) to model z psychologii relacji, który opisuje trzy role, w które ludzie wchodzą w sytuacjach napięcia, konfliktu lub emocjonalnego przeciążenia: Ofiara, Ratownik (Wybawiciel) i Prześladowca (Kat). Kluczowe w tym modelu jest to, że role te nie są „typami ludzi”, nie chodzi tu o ocenianie nikogo- to są faktyczne pozycje w relacji, które mogą się aktywować w zależności od kontekstu, historii, stresu i tego, co dzieje się między dwiema osobami.

I najważniejsze: KAŻDY z nas bywa w tym trójkącie. Każdy.
Nie ma ludzi “poza”. Są tylko ludzie bardziej świadomi i mniej świadomi tego, kiedy zaczynają ..grać.

Rola ofiary, w rozumieniu Karpmana, opisuje stan, w którym człowiek – często po latach doświadczeń, stresu, zaniedbania lub przeciążenia – traci kontakt ze swoją sprawczością i zaczyna wierzyć, że “nic ode mnie nie zależy” (ja to też nazywam zewnątrz-sterownością, współuzależnieniem). Wtedy łatwo oddać odpowiedzialność na zewnątrz: drugiej osobie, systemowi, losowi, autorytetowi, specjaliście. I w tym miejscu trójkąt zaczyna się domykać: jeśli pojawia się Ofiara, bardzo często pojawi się też Ratownik albo Kat- bo relacja “ustawia” role. Każdy w niej bierze za to odpowiedzialność. Te role- wymagają świadomości, by szybko postawić granicę, lub wrócić do dorosłości/bycia osobą Dorosłą. W dalszej części – napiszę co przez to rozumiem.

Zmieniające się role- jak w teatrze

Trójkąt dramatyczny mówi jeszcze o jednej ciekawej sytuacji. Gdy już wchodzimy w TE role, bardzo łatwo je przeskakiwać i zmieniać. Zróbmy to na przykładzie ratownika.

Ratownik, który daje z siebie za dużo, po czasie może poczuć się Ofiarą, a potem wejść w Kata. Ofiara, która nie czuje mocy, potrafi nagle stać się Prześladowcą, gdy dotknie ją krzywda, wstyd albo poczucie niesprawiedliwości. Ten mechanizm naprawdę dotyczy wszystkich; tylko zwykle każdy z nas ma swój “ulubiony” punkt wejścia.

Przykładowo z opowieści Klientów (zazwyczaj w związkach) zaczyna się właśnie od Ratownika: z odruchu “ja pomogę”/z dobrego serca/ z chęci uspokojenia sytuacji. A potem, gdy pomoc nie działa albo nie ma wdzięczności, pojawia się frustracja (wewnętrzna albo zewnętrzna): “ja daję tyle, a ty (on) nic” , “wziąłeś te suple? znowu nie słuchasz mnie”- i w tym momencie rola potrafi się odwrócić. A Ratownik staje się Katem… (i przy okazji Rodzicem- ale to temat na kiedy indziej).

I ważne doprecyzowanie: “Kat/Prześladowca” oraz “Ofiara” w tym modelu nie muszą oznaczać skrajnej przemocy. Czasem to zwykły, codzienny konflikt z bliską osobą: presja, krytyka, ironia, moralizowanie albo obwinianie – tak samo jak ofiara może objawiać się jedynie bezradnością (znacie takie osoby- które są dorosłe, ale stale powtarzają jak mantrę: “ale ja nie wiem co mam zrobić?”), zamrożeniem i oddaniem odpowiedzialności. Te nazwy mają trochę “wstrząsnąć”, żebyśmy szybciej zobaczyli rolę – a nie po to, żeby kogokolwiek zaszufladkować. Bo jak za chwilę odkryjecie- wystarczy wejść w tą grę, a można przejść każdą z “Postaci dramatycznych” w jedną chwilę.

To trudny temat, ale szczerze: wolę świat, w którym umiemy to widzieć. W którym wiemy, że role się odpalają, zamiast udawać, że one nas nie dotyczą. I w którym nie chodzi o ocenę, tylko o wspólną umiejętność powrotu do Dorosłego – z odpowiedzialnością, ale bez biczowania się winą. Bo praktyka czyni mistrza, a pierwszym krokiem jest uważność: jeśli wiem, co mi się uruchamia, to wiem też, nad czym pracować.

Dorosły: “Widzę, że wchodzę w grę. I wybieram z niej wyjść”.

Dla mnie każdy człowiek jest na równi. Każdy z nas może znaleźć się w takiej sytuacji i potrzebować uważnego wsparcia. Dziś po prostu nazywam mechanizm, o którym uczyłam się na zajęciach z psychologii, ale i od lat go obserwuje, i doświadczam. I widzę jak pomaga moim Klientom w powrocie do Dorosłego. Ten mechanizm to jet FAKT -NIE OCENA (warto rozróżniać te dwie rzeczy, bo różni je intencja).

Dlaczego w to gramy?

To podświadomy mechanizm obronny, wyuczony wcześnie, nierzadko w dzieciństwie, w środowisku, w którym nie było wpływu, bezpieczeństwa lub prawa do emocji. Czasem, kiedy krzywda trwa w nas długo, może stać się problematyczna – bo staje się tożsamością. I wtedy, zamiast zdrowieć, zaczynamy nieświadomie tworzyć sytuacje, które potwierdzają to, co jest w naszych fałszywych przekonaniach, np. że nie mamy sprawczości.

To jak spektakl dramatyczny..

Możliwe, że w myślach masz już listę osób, które pasują do tego opisu. Nie ma sensu tego jednak oceniać. Trójkąt Karpmana to nie jest test na “dobrych i złych ludzi”. To jest mechanizm. Można spojrzeć na niego jak na film albo spektakl w teatrze: weszłam na scenę, dostałam rolę, zagrałam ją przez chwilę. No trudno. Czasem wchodzimy w tę “grę matriksową” automatycznie, bo ciało i psyche znają ten układ od dawna. Tak, bierzemy za to odpowiedzialność. Ale nie po to, żeby się tym zasłaniać (“ja tak mam”), tylko po to, żeby mieć motywację do budowania lepszych relacji.

I powiem to wprost: jestem skłonna zaryzykować stwierdzenie, że duża grupa ludzi w Polsce nie wyniosła dobrego wzorca komunikacji i budowania relacji, współpracy. Wiele osób nie ma nawet świadomości, że w relacjach wchodzimy w różne role. Mało kto miał okazję uczyć się psychologii w praktyczny sposób – i czasem naprawdę zastanawiam się, dlaczego to nie jest element podstawowego nauczania. Wiele osób, które brały udział w warsztatach typu Umysł milionera, szkolenia rozwojowe Brian Tracy itd., wie o co chodzi. Tam – jedną z pierwszych informacji jest to- że aby być milionerem trzeba wykształcić “umysł milionera”, czyli należy przyjrzeć się swoim programom, przekonaniom, blokadom ..i je stopniowo zmieniać w codziennej praktyce. Pisałam o tym podczas pandemii (wiadomo by wesprzeć, gdy wiele osób traciło pracę) w poście Zarządzanie własnymi środkami.

O tym jaką myśli mają moc i jak wpływają na nie przekonania, pisałam natomiast w artykule Myśli mają moc . Jeśli więc chcemy wychodzić z dramatu i wracać do Dorosłego, potrzebujemy też świadomości własnych schematów – i języka, którym potrafimy je nazwać. Dobra wiadomość jest taka, że z tej gry da się wyjść i da się zmieniać myśli i budować nowe przekonania (zdrowsze, bez iluzji). I można znów być wolnym. Znów wrócić do Dorosłego.

Myślę, że osoby, które były na ustawieniach rodzinnych, często czują to bardzo szybko: jak silne potrafią być energie, lojalności, role i dynamiki, którym człowiek podporządkowuje się nieświadomie. Ale właśnie dlatego tak ważne jest przypominanie sobie o wewnętrznej sprawczości. Ona nie polega na tym, że nigdy nie wejdziesz w rolę. Ona polega na tym, że:

  • zauważysz to wcześniej,
  • albo nawet po fakcie powiesz: “okej (lub za pierwszym razem: aha!), widzę, co się stało”,
  • i wrócisz do praktyki bycia Dorosłym.

Proste:) .. haha, chciałabym

Czasem zobaczenie swojej roli jest jak spotkanie z wielkim mistrzem, który przynosi trudną, ale bezcenną prawdę o Tobie. I to jest moment, który warto docenić. Nie pałować się wstydem. Nie zamykać się w poczuciu winy. Tylko z uśmiechem powiedzieć: zobaczyłam to! No w końcu.

Bo to jest serio przełom.

A potem zostaje już tylko to, co najważniejsze: praktyka.
A praktyka czyni mistrza.

Poznajmy naszych aktorów bliżej

Mamy trzech bohaterów w tym dramacie. Na szybko:

  • Ofiara – czuje się bezradna, skrzywdzona, szuka wybawienia, oddaje odpowiedzialność.
  • Prześladowca/Oprawca/Kat – zwał jak zwał – krytykuje, obwinia, kontroluje, naciska, “stawia do pionu”. I wiem, że wiele osób ma trudność, żeby zobaczyć siebie w tej roli. Dlatego dopowiem jasno: to nie jest rola bardziej pejoratywna niż Ofiara czy Ratownik. W trójkącie dramatycznym nie chodzi o to, kto jest “zły”, tylko o to, że każda z tych pozycji jest formą utraty Dorosłego.Tu naprawdę trzeba odrzucić myślenie dychotomiczne (zero-jedynkowe). Te nazwy nadane przez Karpmana prawdopodobnie mają trochę wstrząsnąć i obudzić uważność – bo “Prześladowca” brzmi mocno. Ale w praktyce ta rola bywa bardzo subtelna: może wyglądać jak moralizowanie, wyższościowe rady, ironia, karcenie, kontrola. To często jest sposób radzenia sobie z własnym lękiem, bezradnością albo przeciążeniem – tylko ubrany w zbroję.
  • Ratownik/Zbawca – pomaga “ponad miarę”, ALE uwaga – często bez proszenia, kosztem własnych granic. Także to jedna z tych najbardziej podstępnych ról:)

I tak: role się zmieniają- opowiem Wam o najczęstszych przejściach

Jak role się zmieniają

1) Ratownik → Ofiara → Kat
Ratownik daje ponad miarę, przekracza własne granice, “ciągnie” drugą osobę.
Po czasie czuje się wykorzystywany: “ja tyle robię, a ty nic” (Ratownik staje się Ofiarą).
Potem pojawia się frustracja i atak: moralizowanie, krytyka, presja (Ofiara przechodzi w Kata).

2) Ofiara → Kat → Ofiara
Ofiara czuje bezradność i żal. Kiedy napięcie rośnie, zaczyna obwiniać: “to przez ciebie” (wchodzi w Kata).
A gdy dostaje opór lub konsekwencje, wraca do “nikt mnie nie rozumie”, “wszyscy mnie krzywdzą” (znowu Ofiara).

3) Kat → Ofiara → Ratownik
Kat kontroluje i naciska, bo boi się chaosu.
Kiedy ktoś go skonfrontuje lub odrzuci, w środku pojawia się bezsilność i wstyd: “to ja jestem ten zły” (Kat staje się Ofiarą).
Żeby odzyskać “dobre ja”, może wejść w Ratownika: “dobra, już, ja ci pomogę, zrobię to za ciebie”.

4) Triangulacja: wejście trzeciej osoby
Gdy dwie osoby nie umieją utrzymać Dorosłego, do gry często dołącza ktoś trzeci: “powiedz mu”… Trzecia osoba bywa wtedy ratownikiem, sędzią albo “katem na zastępstwo”.

Ofiara

PoleTreść
Potrzeby pod spodembezpieczeństwo, ulga, bycie zobaczoną/zobaczonym, regulacja lęku, wsparcie
Co daje na chwilęuspokojenie “z zewnątrz”, zdjęcie odpowiedzialności, poczucie opieki
Kosztoddanie sprawczości, zależność, wzmacnianie narracji “nic nie mogę”, prowokowanie ratunku lub konfliktu!
Dorosły odpowiednikproszę o pomoc jasno i z szacunkiem; robię mikro-krok; nazywam emocje; szukam wsparcia bez oddawania odpowiedzialności

Ratownik

PoleTreść
Potrzeby pod spodembycie potrzebnym, znaczenie, bliskość, kontrola, ulga od własnego lęku/pustki
Co daje na chwilępoczucie sensu i “moralnej racji”, iluzję bezpieczeństwa, bycie ważnym
Kosztprzekraczanie granic, wypalenie, współuzależnienie, odbieranie drugiej osobie mocy, złość gdy brak wdzięczności (to może być barometr- że dało się coś ponad swoje możliwości, chęci)
Dorosły odpowiednikpytam, czy ktoś chce wsparcia; oferuję narzędzia zamiast ratunku; zostaję w granicach; pozwalam na samodzielność i doświadczenie

“Kat”

PoleTreść
Potrzeby pod spodempoczucie mocy i kontroli, “sprawiedliwość”, ulga od wstydu/bezradności, rozładowanie napięcia
Co daje na chwilęszybkie rozładowanie napięcia, dominację, poczucie porządku
Kosztrani relację, wzmacnia lęk i opór, utrwala drugą stronę w ofierze, eskaluje konflikt
Dorosły odpowiednikstawiam granicę bez przemocy; nazywam potrzeby; biorę odpowiedzialność za złość; wybieram rozmowę lub dystans zamiast ataku

Ratownik – zasługuje na osobny akapit

Ratownik/Zbawca pomaga ponad miarę. Czasem z serca, a czasem ..z lęku. Ale jest jeden szczegół, który zmienia wszystko: ratowanie często dzieje się bez prośby o pomoc. I wtedy to już nie jest czysta troska.

Zobaczcie jakie to przewrotne. To jest wejście w wyższą pozycję w relacji: “ja wiem lepiej”, “ja widzę więcej”, “ty sobie nie poradzisz”. A stoi przed Tobą osoba dorosła, która – jak to się potocznie mówi- “ma dwie ręce i dwie nogi”.

Ratownik (zwłaszcza nieświadomy) potrafi mówić i działać z poziomu zamartwiania:
“pomogę mu, bo on tego nie widzi”, “gdyby mnie posłuchała, byłoby lepiej”, “ja wiem, co dla niej dobre”, “jak mogą nie widzieć mojej Prawdy, muszę ich zmienić”.
Tylko że taka “pomoc” często odbiera drugiej osobie najważniejszą rzecz: doświadczenie, sprawczość i prawo do własnej drogi. To robią często osoby współuzależnione. W praktyce ratowanie bywa formą subtelnej kontroli: robię coś niby dla ciebie, ale tak naprawdę reguluję swój własny lęk, napięcie albo potrzebę bycia potrzebną/potrzebnym. Więcej o tym przeczytasz w tabeli poniżej.

Trzy ważne granice, żeby nie pomylić troski z ratowaniem

  1. Rodzic i dziecko
    Rodzic ma wspierać dziecko w rozwoju, to naturalne. Ale wspierać nie znaczy wyręczać. Dobre wsparcie buduje samodzielność, a nie zależność. Niedługo napiszę o micie Demeter i Persefony.. czyli symbolicznej relacji nadopiekuńczej matki z dojrzałą córką, która nie może stać się prawdziwie dorosła, dopóki jest z kontrolującą ją matką.
  2. Dorosły i dorosły. Co innego, gdy osoba dorosła (metrykalnie dorosła) zakłada, że inna osoba dorosła potrzebuje wskazówek, ocen i naprowadzania, bez prośby. To często nie jest pomoc, tylko wejście w rolę: “ja ci pokażę, jak masz żyć”. I to jest częste zwłaszcza w związkach, gdzie troska łatwo miesza się z kontrolą, a intencja “dobrze ci radzę” ukrywa przekaz: “ty sobie nie poradzisz beze mnie”. I tu często wchodzi jeszcze jeden mechanizm: projekcja i przeniesienie. Zamiast spotykać się jako dwie dorosłe osoby, nieświadomie zaczynamy odgrywać stare układy z dzieciństwa. Jedna strona wpada w pozycję “Rodzica”(wie lepiej, instruuje, poprawia, kontroluje), a druga w pozycję “Dziecka” (ulega, buntuje się albo udaje bezradność). Na zewnątrz to nadal jest związek, ale w środku relacja zaczyna przypominać układ: “mama-syn” albo “tata-córka”, zamiast “partner-partner”. Kiedyś ten wątek opisze w osobnym artykule, bo Edyp i Elektra też są ciekawym, choć cholernie trudnym tematem.
  3. Specjalista/terapeuta i klient. W relacji pomocowej granice są fundamentem skuteczności. Rolą specjalisty jest dać narzędzia, strukturę, edukację i wsparcie procesu, ale nie przejmować odpowiedzialności za życie, i decyzje klienta. Gdy specjalista wchodzi w ratowanie (zwłaszcza “na zawołanie”, poza ramami współpracy), łatwo nieświadomie buduje zależność i współuzależnienie – zamiast wzmacniać sprawczość i Dorosłego po drugiej stronie. Czasem w relacjach pomocowych pojawia się idealizacja autorytetu: klient projektuje na specjalistę figurę :tego, który wie i uratuje, jakby był rodzicem albo jedynym źródłem bezpieczeństwa. Warto to zauważać, bo zdrowe wsparcie nie buduje zależności, tylko stopniowo oddaje sprawczość z powrotem do klienta i uczy samodzielności. Gdy po obu stronach działa to nieświadomie, łatwo tworzy się coś w rodzaju “długu energetycznego”: jedna osoba daje ponad miarę, druga zaczyna tego oczekiwać, a po czasie pojawia się rozczarowanie i poczucie wykorzystania. To klasyczny moment, w którym relacja zamiast wzmacniać Dorosłego zaczyna zasilać trójkąt: ratowanie → zależność → frustracja → konflikt.

Współuzależnienie w Polsce

W Polsce – z mojej perspektywy i doświadczenia pracy z ludźmi – temat współuzależnienia jest bardzo silny kulturowo i rodzinowo. To temat, który autentycznie warto zgłębiać, bo wiele z nas wynosi ten program z domu i potem nieświadomie przenosi go do relacji. Temat ten opracuje w osobnym artykule, ale póki co -wspominam o nim na Instagramie. Natomiast we współuzależnieniu- temat trójkąta dramatycznego- ma się bardzo dobrze .. właściwie to jest ważnym punktem terapii.

Ratowanie jako odpowiedzialność

I jasne: są sytuacje, w których trzeba działać jako Ratownik – gdy jesteśmy świadkiem zagrożenia życia czy bezpieczeństwa. Wtedy reagowanie jest odpowiedzialnością. Ale w codziennych relacjach większość “zbawiania” dzieje się nie dlatego, że ktoś naprawdę nie da rady, tylko dlatego, że ratownik nie wytrzymuje dyskomfortu, że ktoś uczy się po swojemu, działa inaczej niż on by to widział, albo że ktoś oczekuje tego ratunku od niego, z poziomu “nie wiem co robić”, ale nie prosi o pomoc z poziomu Dorosłego.

Ratownik ma dobre serce. Ale dorosłość polega na tym, żeby to serce łączyć z granicą i pokorą:


“Mogę być obok. Mogę zaproponować. Ale nie będę żyć za ciebie.” I to wymaga praktyki i czasu.. wiele razy się nie uda, ale nie ma co się poddawać. Ważny jest w tym CEL- być dorosłym.

Dorosłość jako decyzja: “wracam do siebie”

Dorosłość to dla mnie moment, kiedy przestaję pytać świat, kto ma rację, a zaczynam pytać siebie:

  • co jest moje? co nie jest moje?
  • jaki jest mój następny -choćby mały -krok?
  • jaką granicę muszę postawić, żeby nie wejść w grę?

Tu nie chodzi o to by celem było stać się ideałem? Właśnie nie. Według mnie- celem jest stać się osobą, która umie wracać do siebie; nawet wtedy, gdy wszystko w środku chce wrócić do dramatu.

I dorzucę tu coś bardzo praktycznego, czego sama się uczę latami: dorosłość to także sposób proszenia o pomoc.

Osoba dorosła potrafi poprosić o wsparcie, ale robi to z poziomu sprawczości, nie z pozycji “ratunku”(gdzie często w tle pojawiają się..oczekiwania, a nie potrzeba wsparcia w realizacji potrzeb). To jest subtelna różnica, ale zmienia wszystko.

Jak prosi Dorosły?

Dorosły mówi mniej więcej tak:
“Czy możesz mi pomóc?”
“Czy masz przestrzeń/czas, żeby na to spojrzeć?”
“Jeśli nie możesz, rozumiem – poszukam innej drogi” (sprawczość wewnętrzna)

W tej prośbie jest kilka rzeczy naraz:

  • uznanie, że druga osoba ma własne życie, ograniczenia, emocje i prawo do odmowy,
  • brak przymusu i brak szantażu emocjonalnego, przykład: “i co ja teraz pocznę”, “ja nie dam rady bez Ciebie”
  • świadomość, że pomoc jest wsparciem, a nie obowiązkiem drugiego człowieka.

Dorosły nie traktuje drugiej osoby jak ratownika na wezwanie, 24/7. Dorosły traktuje drugą osobę jak Dorosłego.

Co się dzieje, gdy ktoś prosi z pozycji Ofiary?

I tu wchodzimy w ten moment, który często widzę w relacjach – także w social mediach i we współpracach. Chce Wam podać przykład praktyczny.

Ktoś oczekuje pomocy nie jak prośby, ale jak “należności”: natychmiast, bez ram, bez szacunku do czasu i granic drugiej strony. A kiedy druga osoba odmawia albo stawia granicę (bo ma regulamin, bo jest zmęczona, bo ma swoje życie), uruchamia się mechanizm trójkąta:

Skoro nie weszłaś w rolę Ratownika na zamówienie – to w oczach tej osoby możesz stać się automatycznie Katem. I nagle zwykłe “nie mogę teraz”, “to nie jest w zakresie”, “wróćmy do tego na konsultacji” bywa odebrane jak atak. Pojawia się:

  • obrażenie (mechanizm dziecięcy),
  • poczucie krzywdy,
  • czasem oskarżenie o “brak empatii”,
  • a nawet próba wzbudzenia winy.

To jest żywy mechanizm: ktoś wchodzi w Ofiarę, bo nie dostał ratunku, i żeby utrzymać narrację “ja jestem bezradna/skrzywdzona”, potrzebuje Kata. I jeśli nie ma prawdziwego kata – zrobi nim ciebie.

Możesz znać ten schemat z życia, nawet jeśli nie z pracy to: w rodzinie, w związku, w przyjaźni. Gdzie ktoś oczekuje, że przejmiesz odpowiedzialność za jego emocje, decyzje i konsekwencje. A gdy tego nie robisz – jesteś “zła”.

I teraz ważne dopowiedzenie: to nie chodzi o wzbudzanie poczucia winy u kogokolwiek. Bo każdy z nas może czasem wejść w te mechanizmy. Każdy może zagrać Ofiarą, Ratownikiem albo Prześladowcą – nawet jeśli ma dobre intencje, nawet jeśli jest “rozwojowy”, nawet jeśli pracuje nad sobą od lat. Ja ten temat znam z 8 lat, a nadal w niego wchodzę:) -wiecie o co chodzi? Sedno nie leży w tym, żeby się za to karać. Sedno leży w tym, żeby zauważyć szybciej i wrócić do Dorosłego.

Czasem druga strona też potrzebuje to zobaczyć i usłyszeć. I naprawdę: w wielu relacjach da się to odwrócić. Można się zatrzymać w połowie zdania. Można przeprosić. Można się wycofać. Można powiedzieć: “Weszłam w rolę. Poniosło mnie. Wróćmy do rozmowy inaczej.” To nie jest słabość. To jest według mnie – siła. Bo przyznanie się do roli nie odbiera autorytetu – ono go buduje w moich oczach. To jest dojrzałość emocjonalna w praktyce; nie tylko w deklaracjach słownych.

I jeszcze jedno: zmiana dynamiki wymaga czasu. Zwłaszcza wtedy, gdy ktoś przez lata pełnił rolę Ratownika, czy Ofiary. Bo, gdy ratownik zaczyna stawiać granice, druga strona na początku często nie wie, co z tym zrobić. Może protestować, obrażać się, testować, naciskać nie koniecznie dlatego, że jest złą osobą, tylko dlatego, że stary układ przestaje działać a ona się do tego przyzwyczaiła. To tak, jakby relacja uczyła się nowego języka. Ja przykładowo mam taką pracę, że właśnie uczę się ciągle dawać innym przestrzeń na bycie dorosłym. Czasem poprzez stawianie granic.

Z życia osoby.. pomagającej (z zawodu)

Czasem zdarza się, że poprzez mój zawód właśnie, niektóre osoby oczekują ode mnie – pomocy na zawołanie (bycia ratownikiem 24/dobę). I chcę tu powiedzieć coś ważnego: ja rozumiem lęk. Szczególnie u osób po trudnych doświadczeniach zdrowotnych, z historią traum, z przewlekłym stresem. Tylko że jeśli ja zaczynam reagować na każdą wiadomość “od ręki”, to w praktyce wzmacniam mechanizm zależności.

Działa to jak pętla:

  • klient czuje niepokój → pisze do mnie, żeby się uspokoić,
  • ja natychmiast odpowiadam → klient dostaje ulgę,
  • układ nerwowy uczy się: “regulacja przychodzi z zewnątrz”,
  • za chwilę pojawia się kolejny bodziec → i kolejna wiadomość.

To jest klasyczne współuzależnienie w relacji pomocowej: jedna strona wchodzi w rolę Ratownika, druga w rolę Ofiary, a w tle nie ma nauki samodzielności – tylko coraz większe “podłączenie” pod drugą osobę. I paradoksalnie: na krótką metę to wygląda jak troska. A na długą metę to jest krzywda dla obu stron. Klient traci sprawczość, a specjalista traci granice, czas, regenerację i czystość relacji.

Dlatego w pewnym momencie granice stają się nie opcją, tylko koniecznością. Moja rola to dać narzędzia, edukację, ramy i proces: tak, żeby klient z czasem umiał się regulować, podejmować decyzje samodzielnie i odróżniać “sprawę naprawdę pilną” od “lęku, który chce natychmiastowej ulgi” (ponad regulaminem współpracy).

Granica w tym miejscu jest aktem odpowiedzialności, nie braku serca.

To ważne: osoba w roli ofiary nie musi mieć złych intencji. Często naprawdę cierpi. Ale jeśli specjalista nie jest uważny, wejdzie w grę, w której obie strony tracą: klient traci sprawczość, a specjalista: energię, granice i radość pomagania.

Złota zasada (współ)pracy z “rolą ofiary”: współczucie bez współudziału

Paradoksalnie: stawianie granic może pomóc osobie w roli ofiary. Bo granica komunikuje: “Wierzę, że masz w sobie dorosłość. Ja mogę dać narzędzia, ale to ty idziesz”.

Wewnętrzna sprawczość – antidotum na Ofiarę

Wewnętrzna sprawczość to poczucie: mam wpływ na siebie, na to, co robię, myślę i wybieram. W pracy psychodietetycznej to jeden z pierwszych obszarów, które obserwuję zanim pojawi się temat diety. Bo bez sprawczości nie ma długotrwałej zmiany.

W psychologii ten temat opisuje się jako poczucie umiejscowienia kontroli (locus of control). Klasycznie wprowadził go Julian B. Rotter w ramach teorii uczenia się społecznego: jedni ludzie częściej interpretują zdarzenia jako efekt własnych działań (kontrola wewnętrzna), inni jako efekt losu, przypadku lub wpływu innych (kontrola zewnętrzna). To temat arcy- ważny w gabinecie, np. w pracy z osobami z chorobą otyłościową. Często w tej grupie osób największą przeszkodą nie jest brak wiedzy o diecie, tylko psychologiczna dynamika: sprawczość, poczucie skuteczności i właśnie rola ofiary. Celem pracy jest stopniowe wzmacnianie wewnątrzsterowności: odzyskiwanie wpływu poprzez małe decyzje, realne kroki i budowanie poczucia “potrafię”.


Osoba wewnątrzsterowna, nawet gdy sytuacja jest trudna, szuka tego, co może zrobić:

  • wybiera małe kroki zamiast bezruchu. Mam tu swoje proste motto: ‘gdy nie mogę, to zmień nogę’ , czyli: jeśli utknęłam, nie cisnę na siłę, tylko zmieniam strategię. Zmieniam narzędzie, skalę, tempo albo punkt zaczepienia, bo do zmiany rzadko prowadzi upór, a częściej mądra korekta kierunku; (gdy Klientka utknęła ostatnio skulona w przekonaniu “nie wiem nic, nie mogę”, powiedziałam spontanicznie: “możesz- a manifestacją tego będzie: zmiana Twojej obecnej pozycji ciała, możesz np. poskakać, porobić pajacyki, możesz zacząć krzyczeć, cokolwiek, by pokazać sobie- że MOGĘ coś zmienić, zaczęła się śmiać i otworzyła pozycję ciała na rozmowę),
  • osoba wewnątrzsterowna: planuje, sprawdza, uczy się, koryguje,
  • bierze odpowiedzialność za swoje reakcje (nie za wszystko na świecie, tylko za to, co jest jej).

Robić w kółko to samo i oczekiwać innych rezultatów – wiadomka, to prosta definicja utknięcia.

W efekcie wewnątrzsterowność często wspiera siłę wewnętrzną, bo buduje doświadczenie: działam → widzę efekt. To naturalnie wzmacnia odwagę, bo odwaga nie polega na braku strachu, tylko na działaniu mimo niego.

Zewnątrzsterowność

To przekonanie: to nie ode mnie zależy.
Osoba zewnątrzsterowna częściej:

  • oddaje ster na zewnątrz (autorytetom, systemowi, partnerowi,’taki mam los’),
  • szybciej rezygnuje po porażce, bo widzi ją jako dowód “i tak nic nie mogę”,
  • szuka ratunku zamiast wpływu.

I tu ważne doprecyzowanie: zewnątrzsterowność często jest efektem doświadczeń, w których wpływ był realnie ograniczony (np. chaos w domu, przemoc, silna kontrola). Wtedy układ nerwowy uczy się, że “działanie nie ma sensu”, więc naturalnie wchodzi w lęk i unikanie. Poczucie braku kontroli nasila napięcie i lęk, natomiast wzmacnianie poczucia wpływu poprzez małe, wykonalne działania sprzyja obniżeniu stresu i budowaniu sprawczości.

Wewnątrzsterowność to: mam wpływ na swoje wybory i reakcje, a resztę odróżniam i puszczam.


A zewnątrzsterowność można zmieniać! To nie etykieta na całe życie, tylko styl, który da się wzmacniać pracą nad sprawczością, granicami i regulacją emocji. Warto tu poprosić o pomoc i praktykować współpracę Dorosły-Dorosły na równi, bez zależności.

Jak zacząć wychodzić z pozycji ofiary

Można:

  • poszukać wsparcia psychologicznego/terapeutycznego, jeśli mechanizm jest głęboki,
  • uznać, że ma się wpływ, nawet minimalny,
  • zaczynać od mikrodecyzji i mikroakcji,
  • uczyć się stawiać granice,
  • pracować z narracją wewnętrzną (wewnętrzny krytyk, język “muszę” vs “wybieram”/”chcę”/”potrzebuję”)
  • zmieniać przekonania – razem z książką Joe Karbo, o której wspominam w artykule “Myśli mają moc”
  • pomaga też program 12 kroków dla osób współuzależnionych.

W ten sposób budujemy Obecność.

Dla mnie ten temat jest bardzo ważny. Dzięki niemu odkryłam, że mogę być empatyczna i jednocześnie mieć granice.
Mogę pomagać i nie ratować.
Mogę współczuć i nie współuczestniczyć w bezradności.

A jeśli dziś rozpoznajesz w sobie rolę ofiary – to nie jest to powód do wstydu. To moment świadomości – a to pierwszy krok do sprawczości.

Kiedy wychodzisz z tej gry, trójkąt się sypie. A wraz z nim – część relacji, które były karmione dramatem.


Ważne: Ten tekst ma charakter edukacyjny i rozwojowy. Nie zastępuje diagnozy ani psychoterapii.

6 odpowiedzi na “Trójkąt Karpmana: ofiara, ratownik, kat i droga do sprawczości”

Witaj Karolino 😉 od dłuższego czasu śledzę Twoje konto na instagramie, czytając wszystkie posty i wyciągając z nich zawsze coś dla siebie, ale przyznam, że ta forma artykułów na blogu jest o niebo lepsza! Poruszasz tematy, które są arcyważne jeśli chcemy zrozumieć swoje postępowanie i znaleźć drogę do zmiany na lepsze. Otwierają oczy i dają dużo do myślenia. Dziękuję za Twoją pracę i z niecierpliwością czekam na kolejne publikacje. Pozdrawiam 🙂

Sylwio, dziękuję Ci za ten komentarz i za to, że jesteś tu od dłuższego czasu. Bardzo się cieszę, że forma blogowa jest dla Ciebie tak wspierająca i że zostaje w Tobie coś do własnych przemyśleń. Dziękuję za zaufanie i obecność.

Czytałam ten wpis i cały czas przypominałam sobie różne sytuacje analizując z zaciekawieniem moje role. Kochana, uwielbiam Twoje wpisy! Temat trójkąta jest mi oczywiście znany ale cudownie było poczytać o tym i zagłębić się w to Twoją perspektywą 🙂

Karolcia, kolejny wspaniały wpis!

Można powiedzieć, że Twoje posty to taka mini-wielka terapia samemu ze sobą. Co ciekawe ‘terapię’ warto odbyć kilka razy, bo z każdym czytaniem coś nowego otwiera się w głowie.

Niezmiennie uwielbiam <3

Karola, dziękuję Ci. Ogromnie mi miło, że teksty działają jak impuls do autorefleksji i że wracasz do nich kilka razy. Miło mi, gdy moje treści inspirują i wspierają proces zmiany, choć oczywiście nie zastępują psychoterapii :). Jeśli jednak pomagają Ci zobaczyć coś nowego w sobie , to jest dla mnie bardzo ważna informacja. Dziękuję za tę czułą uważność

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *